Emma Raducanu wyrasta na jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci w kwestii doboru sztabu szkoleniowego. Alexander Zverev określił Brytyjkę mianem „szczególnego przypadku”, sugerując, że jej relacje z trenerami drastycznie odbiegają od standardów panujących w zawodowym tourze.
Niemiecki tenisista nie ukrywa zdziwienia rotacją w zespole Raducanu. Francisco Roig był już siódmym szkoleniowcem współpracującym z mistrzynią US Open, ale ich relacja przetrwała tylko do Australian Open. Zverev podkreśla, że sam pracuje z tym samym trenerem od 28 lat i ceni stabilizację, podczas gdy Brytyjka obecnie korzysta z pomocy Marka Petcheya. Niemiec zaznacza, że kocha Emmę, ale ich podejście do prowadzenia kariery to dwa zupełnie inne światy, co budzi spore poruszenie w środowisku ATP i WTA.
Bunt przeciwko instrukcjom i powrót do korzeni
Sama Raducanu w rozmowie z BBC wyznała, że ma dość słuchania poleceń, które do niej nie pasują. Tenisistka twierdzi, że przez lata narzucano jej styl gry, który stłumił jej naturalne atuty. Teraz chce odzyskać instynkt, nawet jeśli oznacza to okresy gry bez stałego mentora w boksie. Przyznaje wprost, że proces oduczania się błędnych nawyków zajmuje czas. Gwiazda szuka kogoś, kto nie będzie narzucał jej swojej wizji, co przy jej wymaganiach czyni znalezienie idealnego kandydata niemal niemożliwym zadaniem.
Brytyjka pozostaje otwarta na współpracę, ale stawia twarde warunki. Nie chce słuchać rad, z którymi się nie zgadza, tylko dlatego, że pochodzą od trenera. Obecnie stawia na własną intuicję i pomoc Petcheya, odrzucając model pracy, który przyniósł jej sukcesy w przeszłości. To ryzykowne podejście sprawia, że oczy całego tenisowego świata są zwrócone na jej kolejne decyzje personalne, które mogą zaważyć na jej powrocie do światowej czołówki.
