Iga Świątek wygrała mecz pierwszej rundy Wimbledonu z Taylor Townsend, ale to nie wynik sportowy stał się tematem dnia. Obrończyni tytułu po zakończeniu trzysetowego pojedynku na korcie centralnym zalała się łzami, co wywołało falę spekulacji na temat jej kondycji psychicznej. Choć Polka zdołała uniknąć losu mistrzyń odpadających w pierwszym dniu turnieju, obraz płaczącej tenisistki sugeruje, że presja ostatnich lat stała się dla niej ciężarem trudnym do udźwignięcia.
Obraz dominatorki, która bezlitośnie rozbijała rywalki, wydaje się odchodzić w przeszłość. W starciu z Townsend Świątek wygrała pierwszego seta 6:1, jednak gdy Amerykanka przejęła inicjatywę w drugiej partii, w mowie ciała Polki pojawiła się panika. Dawna aura niezwyciężoności, która budziła strach w szatni, została zastąpiona przez widoczną bezbronność. Sama zawodniczka przyznała po meczu, że powrót w roli mistrzyni wywołał w niej mieszankę skrajnych emocji, z którymi nie zawsze potrafi sobie poradzić.
Szczere wyznanie mistrzyni o paraliżującym napięciu
Podczas konferencji prasowej Świątek nie ukrywała, że stres bezpośrednio wpływa na jej grę, co było widać w gorszej jakości serwisu w drugim secie. „Myślę, że ogólnie bywam czasem bardziej spięta i nie jest łatwo się tego pozbyć” — przyznała Iga Świątek. Tenisistka podkreśliła, że najważniejsze było dla niej przełamanie kryzysu w trzeciej partii, jednak eksperci zauważają, że liczne niepowodzenia z ostatnich dwóch lat pozostawiły w jej psychice trwałe ślady, które utrudniają powrót do dawnej mentalności zwyciężczyni.
Sytuacja w rankingu WTA staje się dla Polki krytyczna. Jako ubiegłoroczna triumfatorka broni w Londynie aż 2000 punktów, a w zestawieniu „na żywo” osunęła się już na szóste miejsce. To ogromny spadek dla zawodniczki, która jeszcze niedawno była niekwestionowaną liderką światowych list. Przed nią kolejne trudne wyzwania — w drugiej rundzie czeka Karolina Pliskova, a w trzeciej potencjalnie Alex Eala. Każdy kolejny mecz będzie testem nie tylko umiejętności, ale przede wszystkim odporności na stres, który obecnie wydaje się jej największym przeciwnikiem.
