Yamaha nie wystartuje w zaplanowanym na 6–8 listopada Grand Prix Kataru. Japoński producent podjął decyzję po ponownej ocenie sytuacji bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie. MotoGP nie kryje rozczarowania i już sygnalizuje, że taki ruch może mieć konsekwencje sportowe oraz kontraktowe.
Decyzja obejmuje również satelicki zespół Pramac, co oznacza, że w Lusail nie wystąpi między innymi Jack Miller.
Yamaha przekazała, że po najnowszej analizie sytuacji nie znalazła wystarczających podstaw, by znieść obowiązujące w całej firmie ograniczenia dotyczące podróży do regionu.
Po naszej najnowszej ocenie sytuacji na Bliskim Wschodzie Yamaha nie znalazła wystarczających powodów, by zmienić obecne firmowe ograniczenia dotyczące podróży – poinformowano w komunikacie.
Producent podkreślił jednocześnie, że jego decyzja została podjęta niezależnie od środków bezpieczeństwa przygotowanych przez organizatorów wyścigu oraz MotoGP.
Yamaha pozostaje w pełni zaangażowana w MotoGP i zamierza wrócić do rywalizacji podczas Grand Prix Portugalii – dodano.
Reakcja władz mistrzostw była zdecydowana. MotoGP poinformowało, że nie podziela oceny Yamahy i na podstawie konsultacji z władzami Kataru, torem Lusail, niezależnymi doradcami oraz własnych analiz ryzyka nie otrzymało informacji, które uzasadniałyby odwołanie lub zmianę planów dotyczących weekendu wyścigowego.
MotoGP jest rozczarowane decyzją Yamahy o nieuczestniczeniu w Grand Prix Kataru – napisano w odpowiedzi.
Organizatorzy zaznaczyli również, że pozostali producenci potwierdzili udział w zawodach. Do Kataru zgodnie z planem mają udać się Honda, Ducati i Aprilia.
Sprawa nie kończy się jednak wyłącznie na nieobecności Yamahy. MotoGP zwróciło uwagę, że wycofanie się z rundy może naruszać zobowiązania producenta wobec mistrzostw i IRTA, a ewentualne konsekwencje sportowe będą należały do FIM.
Napięcie wokół wyjazdu do Lusail było widoczne już wcześniej. Według przekazanego materiału zawodnicy mieli odbywać w Sepang prywatne spotkania dotyczące bezpieczeństwa, a zdecydowana większość z nich miała podpisać list sprzeciwiający się rozegraniu Grand Prix Kataru.
Jednym z najbardziej krytycznych był Jack Miller.
Nie chcę tam jechać. Jest nas 19, którzy nie chcą tam jechać. Nie sądzę, że powinniśmy ścigać się w takich okolicznościach
Miller podkreślał, że jego zastrzeżenia nie dotyczą samego toru czy Kataru, lecz niepewnej sytuacji w regionie oraz ryzyka związanego z organizacją dużego, globalnego wydarzenia.
Na ten moment Grand Prix Kataru ma odbyć się zgodnie z planem w dniach 6–8 listopada.
