Ogromne wydatki, ambitne plany i kolejny sezon spędzany w dolnej części tabeli. Widzew Łódź wciąż nie otrzymuje sportowego zwrotu z wielomilionowych inwestycji, a były właściciel klubu, Andrzej Grajewski uważa, że obecny projekt może nie przetrwać. Podał nawet konkretną datę.
Po wejściu Roberta Dobrzyckiego Widzew dostał możliwości finansowe, które miały szybko przesunąć klub w stronę ligowej czołówki. Zamiast tego poprzedni sezon Łodzianie zakończyli na 14. miejscu, a po 12 kolejkach obecnych rozgrywek ponownie znajdują się na tej samej pozycji.
Skala wydatków tylko zwiększa presję. Od przejęcia klubu na transfery przeznaczono około 25 mln euro. Sam Osman Bukari kosztował 5,5 mln euro, Przemysław Wiśniewski ponad 3 mln, a Steve Kapuadi około 2 mln.
Mimo tego Widzew po 12 kolejkach ma zaledwie 11 punktów. Andrzej Grajewski w rozmowie z „Łódzkim Sportem” bardzo ostro oceniał sposób budowania zespołu. Dziś jego słowa brzmią szczególnie ciekawie w kontekście kolejnych słabych wyników.
Pieniądze nie zapewniają sukcesu. One pomagają, ale sukces to odzwierciedlenie codziennej, ciężkiej i pokornej pracy
Najmocniej wybrzmiała jednak jego prognoza dotycząca dalszych ruchów w klubie.
Przyjdzie wiosna i koncepcja znowu będzie zmieniona. Nikt nie będzie czekać i na to patrzeć. Za te pieniądze nie może tak być – powiedział Grajewski „Łódzkiemu Sportowi”.
Były właściciel zwracał też uwagę, że problem nie sprowadza się wyłącznie do samych piłkarzy.
Ktoś ich wymyślił, dał pieniądze i ich tu sprowadził. Oni przyszli zarabiać. Jakby były wyniki, to dla każdego ich zarobki byłyby okej
Widzew ma więc coraz mniej miejsca na kolejne eksperymenty. Przy tak dużych nakładach finansowych miejsce w dolnej części tabeli w kolejnym sezonie trudno uznać za przejściowy problem.
Najbliższy mecz czeka ekipę Widzewa już dzisiaj. O godzinie 20:15 rozpocznie się wyjazdowe starcie tego zespołu z GKS-em Katowice.
