Widzew Łódź miał w tym sezonie zrobić wyraźny krok do przodu, tymczasem ponownie musi oglądać się na dół tabeli. Po porażce z GKS-em Katowice Mateusz Stolarski nie ukrywał, że obecna sytuacja jest daleka od tego, czego spodziewano się przed startem rozgrywek.
Łodzianie przegrali w Katowicach 2:3, choć stworzyli sobie sporo sytuacji i długo utrzymywali się przy piłce. Problem w tym, że znów nie przełożyło się to na punkty.
Widzew przegrywał już 0:3, a dopiero w końcówce zdołał zmniejszyć straty. Dla Stolarskiego kluczowa była jednak nie sama pogoń za wynikiem, lecz to, jak łatwo jego zespół po raz kolejny pozwolił rywalowi zdobywać bramki.
W kuriozalny sposób straciliśmy pierwszego i trzeciego gola. Nie wymienię obecnych zawodników na innych, ponieważ okno transferowe jest zamknięte. Muszę pracować z tymi piłkarzami, których mam, ale ciągle w nich wierzę
Stolarski przyznał wprost, że nikt w klubie nie zakładał scenariusza, w którym Widzew kolejny sezon będzie spędzał w pobliżu strefy spadkowej.
Nikt nie przypuszczał, że kolejny sezon Widzew będzie włączony w walkę o utrzymanie
To najlepiej pokazuje skalę rozczarowania. Po dużych wydatkach transferowych, przebudowie kadry i kolejnych zmianach w pionie sportowym Widzew miał przestać być zespołem, który martwi się o ligowy byt. Tymczasem po 13 kolejkach ma 11 punktów, zajmuje 14. miejsce i wygrał w lidze tylko raz.
Sam trener nie ucieka od odpowiedzialności.
Jesteśmy zewsząd krytykowani i to jest oczywiste, jeśli wygraliśmy tylko jeden mecz w sezonie. Nie dajemy ludziom powodów do radości, bo złymi wynikami powstaje efekt kuli śnieżnej
Widzew przed przerwą reprezentacyjną rozegra jeszcze jeden mecz i z całą pewnością nie będzie on dla niego łatwy – w najbliższą sobotę zagra u siebie z Pogonią Szczecin.
