To już oficjalne. Serena i Venus Williams otrzymały dziką kartę na deblowy turniej Wimbledonu, co wywołało poruszenie w świecie tenisa. Po miesiącach spekulacji legendarne siostry znów połączą siły na trawiastych kortach w Londynie, jednak ich plan przygotowań budzi spore wątpliwości.
Mimo że obie zawodniczki wróciły do touru w 2026 roku, ich drogi przed wielkoszlemowym startem dziwnie się rozchodzą. Serena Williams występowała ostatnio w Berlinie w parze z Karoliną Muchovą, gdzie odpadła już w pierwszej rundzie. Z kolei Venus w najbliższym czasie planuje start w Bad Homburg u boku Alexandry Eali. Oznacza to, że siostry zagrają ze sobą pierwszy raz od blisko czterech lat dopiero podczas samego Wimbledonu, co przy ich wieku może okazać się błędem.
Niezrozumiałe decyzje legend tenisa
Trudno zrozumieć, dlaczego Serena nie zdecydowała się na wspólne występy z siostrą w Queen’s czy Berlinie, skoro ich celem od początku był wspólny start w Londynie. Jako posiadaczki dzikiej karty, Amerykanki mogą trafić na najwyżej rozstawione pary już w pierwszej rundzie. Brak wspólnego ogrania na trawie stawia je w niezwykle trudnej sytuacji, zwłaszcza że obie tenisistki mają już ponad 40 lat i potrzebują rytmu meczowego, by rywalizować z czołówką.
Wimbledon, który startuje 29 czerwca, może być tylko jednym z przystanków w ich powrotnej trasie. Pojawiają się doniesienia, że duet planuje również występ przed własną publicznością podczas US Open 2026. Spekuluje się nawet, że to właśnie w Nowym Jorku Venus Williams może ostatecznie zakończyć karierę, idąc w ślady siostry, która ogłosiła swoje odejście od zawodowego tenisa cztery lata temu. Na razie jednak kibice czekają na ich pierwszy mecz w Londynie, który bez względu na formę będzie największą atrakcją turnieju.
