Mercedes oficjalnie wkracza na drogę prawną przeciwko decyzjom FIA po Grand Prix Monako. Federacja zaakceptowała wniosek stajni z Brackley o ponowne rozpatrzenie kar nałożonych na George'a Russella, a kluczowe przesłuchanie zaplanowano na najbliższą sobotę. To pokłosie gigantycznego zamieszania z systemem pomiaru prędkości w alei serwisowej, który doprowadził do chaosu w oficjalnej klasyfikacji wyścigu.
Cała sprawa wybuchła po tym, jak zespół Alpine skutecznie podważył kary dla Pierre'a Gasly'ego. Okazało się, że system pomiarowy Formula One Management został błędnie skonfigurowany, co skutkowało niesłusznym naliczaniem przekroczeń prędkości. Gasly odzyskał podium, ale to otworzyło puszkę Pandory. George Russell, który również został ukarany za prędkość, przez błąd sędziów wpadł w spiralę nieszczęść. Próba odbycia kary w boksach zakończyła się karnym przejazdem przez aleję serwisową i utratą wszystkich punktów, co mocno uderzyło w jego pozycję w walce z Kimim Antonellim.
Błąd systemu i protesty rywali
Sytuacja jest bezprecedensowa, ponieważ wyniki GP Monako stały się de facto prowizoryczne. Mercedes nie jest osamotniony w swoich działaniach. McLaren już we wtorek złożył protest, broniąc pozycji Oscara Piastriego, który po przywróceniu Gasly'ego na podium spadł w rankingu. Podobne kroki podjął prawdopodobnie Red Bull, walcząc o trzecią lokatę dla Isacka Hadjara. Sobotnie przesłuchanie będzie dwuetapowe: najpierw sędziowie ocenią, czy Mercedes przedstawił „istotny i istotny nowy element”, a dopiero potem przejdą do merytorycznego rozpatrzenia skargi.
Toto Wolff i jego prawnicy mają twardy orzech do zgryzienia, ale przyznanie się FOM do błędu w ustawieniach dystansu sektorów czasowych daje im potężny argument. Jeśli Mercedes wygra, Russell może odzyskać stracone punkty, co wywoła kolejną zmianę w oficjalnym protokole wyścigu. Formuła 1 stoi przed wyzwaniem, jak sprawiedliwie naprawić skutki awarii technologii, która bezpośrednio wpłynęła na losy kierowców na torze w księstwie.
