Podczas gdy oczy kibiców na US Open zwrócone są w stronę największych nazwisk, Rennae Stubbs dostrzega szansę dla zawodniczki pozostającej w cieniu. Trenerka Sereny Williams oficjalnie wskazała swoją faworytkę do miana „czarnego konia” nowojorskiego turnieju. Wybór padł na Amandę Anisimovą, która zdaniem ekspertki przechodzi właśnie istotną przemianę mentalną i sportową.
Anisimova, obecnie dziesiąta rakieta świata, ma za sobą trudne miesiące naznaczone kontuzją nadgarstka, która wykluczyła ją ze startów w Charleston, Madrycie oraz Rzymie. Choć w styczniu zajmowała rekordowe trzecie miejsce w rankingu, w tym sezonie dotarła tylko do jednego półfinału. Stubbs zauważa jednak, że ostatnie występy, w tym ćwierćfinał w Cincinnati i zacięty mecz z Jessicą Pegulą, zwiastują powrót do najwyższej dyspozycji.
Powrót do starego trenera i brak presji
W lipcu tenisistka zdecydowała się na ponowną współpracę z Hendrikiem Vleeshouwersem, z którym rozstała się w marcu tego roku. To właśnie pod jego wodzą zanotowała wcześniej awans z 36. na 4. miejsce w światowym zestawieniu. Stubbs podkreśla w swoim podcaście, że ta decyzja mogła być decydująca dla odzyskania stabilizacji, której brakowało Amerykance w pierwszej połowie roku.
„Nikt nie mówi o Anisimovej. Myślę, że coś się przełączyło. Wróciła do swojego starego trenera i prawdopodobnie nie czuje już na barkach takiej presji, jak na początku roku czy przed Wimbledonem” – oceniła Rennae Stubbs na łamach The Rennae Stubbs Tennis Podcast. Zdaniem trenerki, fakt, że media skupiają się na Sabalence czy Gauff, działa wyłącznie na korzyść 25-letniej zawodniczki.
W najbliższą sobotę Anisimova zmierzy się w trzeciej rundzie z rozstawioną z numerem 24. Anastasią Potapovą. Jeśli uda jej się pokonać tę przeszkodę, w 1/16 finału może dojść do starcia z mistrzynią French Open, Mirrą Andreevą. Stubbs nie ukrywa, że awans Amerykanki do półfinału lub finału byłby jedną z najciekawszych historii tegorocznej edycji Flushing Meadows.
