Rasmus Højlund w rozmowie z włoską gazetą La Gazzetta dello Sport dokonał bolesnego rozrachunku ze swoją przeszłością w Manchesterze United. Napastnik, który tego lata definitywnie przeniósł się do Napoli za 44 miliony euro, otwarcie przyznał, że zmiana na ławce trenerskiej i odejście Erika ten Haga stały się początkiem jego problemów. Choć Duńczyk spełnił marzenie z dzieciństwa, grając w barwach Czerwonych Diabłów, jego druga kampania na Old Trafford okazała się brutalnym zderzeniem z nową rzeczywistością taktyczną.
Głównym powodem regresu formy strzeleckiej miała być wizja gry wprowadzona przez następcę Holendra. „Przyszedł Amorim, doskonały trener, ale z innym stylem gry. Zespół musiał się zaadaptować i było to skomplikowane. Wszyscy cierpieliśmy” – wyznał szczerze Højlund na łamach La Gazzetta dello Sport. Zawodnik podkreślił, że o ile pierwszy rok uznał za sukces zwieńczony zdobyciem Pucharu Anglii i mianem najlepszego strzelca drużyny, o tyle po zmianie szkoleniowca cała grupa znalazła się w kryzysie, z którego trudno było wyjść bez uszczerbku na wynikach indywidualnych.
Statystyki potwierdzają słowa napastnika, który po transferze z Atalanty za blisko 80 milionów euro, w drugim sezonie zanotował wyraźny spadek efektywności. W debiutanckim cyklu zdobył 16 bramek w 43 występach, natomiast w kolejnym roku jego dorobek zatrzymał się na zaledwie 10 trafieniach mimo rozegrania aż 52 spotkań. Presja związana z ogromną kwotą odstępnego oraz konieczność odnalezienia się w nowym systemie sprawiły, że przygoda w Premier League zakończyła się wypożyczeniem, a ostatecznie definitywnym transferem do Włoch, gdzie zawodnik próbuje teraz odbudować swoją markę.
Obecnie Højlund wiąże swoją przyszłość z Neapolem, gdzie po udanym okresie wypożyczenia podpisał stały kontrakt. Według zagranicznych doniesień, napastnik liczy na stabilizację, której zabrakło mu w Manchesterze pod wodzą portugalskiego szkoleniowca. Jego celem jest regularne dostarczanie od 20 do 30 goli w sezonie, co ma udowodnić, że problemy w Anglii były jedynie wynikiem niedopasowania do wizji Rubena Amorima, a nie braku umiejętności na najwyższym poziomie. Duńczyk z optymizmem patrzy w przyszłość, zostawiając za sobą trudne wspomnienia z Old Trafford.
