Aryna Sabalenka przechodzi przez trudny okres w sezonie 2026. Choć liderka światowego rankingu zdołała już wywalczyć Sunshine Double, jej występy w turniejach wielkoszlemowych zakończyły się bolesnymi rozczarowaniami i falą krytyki dotyczącej braku kontroli nad emocjami.
Białorusinka przegrała finał Australian Open z Eleną Rybakiną, a w ćwierćfinale Roland Garros musiała uznać wyższość Diany Shnaider. Ostatnia porażka w półfinale w Berlinie z Jessicą Pegulą tylko podsyciła dyskusję o jej kondycji psychicznej. Jason Stacy, trener przygotowania fizycznego tenisistki, w rozmowie z Tennis365 stanął w obronie swojej podopiecznej. Wyjaśnił, że zespół stosuje konkretną mantrę: „Nie walcz z tym, nie karm tego”. Sztab stara się akceptować każdy moment i przeszkodę, zamiast tłumić naturalne reakcje zawodniczki.
Ogień, który daje siłę i niszczy
Stacy podkreśla, że to właśnie emocjonalna natura Sabalenki pozwoliła jej wejść na szczyt i stać się jedną z najbardziej konsekwentnych tenisistek ostatnich lat. Trener zaznacza, że Aryna nie jest robotem i nie zamierza udawać kogoś innego, co widać podczas szczerych konferencji prasowych. Problem pojawia się jednak w momentach, gdy wewnętrzny ogień przejmuje stery nad jej grą. Według szkoleniowca kluczem jest nauka zarządzania tymi impulsami, by wiedzieć, kiedy wziąć oddech i zresetować głowę przed kolejną wymianą.
„To ten sam ogień i moc, które zwykle pomagają jej dominować. Jeśli jednak zaczną przejmować kierownicę, czasami biorą górę” – przyznał Jason Stacy. Dodał również, że Sabalenka ma dziś znacznie więcej narzędzi do radzenia sobie ze stresem niż dawniej, ale wciąż zdarzają się sytuacje, które ją zaskakują. Frustracja narasta szczególnie wtedy, gdy zawodniczka ma świadomość uciekającego rytmu, a zmieniające się warunki na korcie nie dają jej przestrzeni na odzyskanie równowagi. Teraz tenisistka kieruje wzrok na Wimbledon, gdzie powalczy o swój pierwszy tytuł na trawie.
