Atmosfera przed French Open jest gęsta od oskarżeń. Największe gwiazdy światowego tenisa weszły w ostry spór z organizatorami turnieju w Paryżu. Aryna Sabalenka i Jannik Sinner głośno domagają się sprawiedliwości finansowej, a ich determinacja doprowadziła do bezprecedensowych scen podczas spotkań z mediami.
Aryna Sabalenka zdecydowała się na radykalny krok i gwałtownie przerwała swoją konferencję prasową. Białorusinka podkreśliła, że zawodnicy walczą o uczciwy procent zysków, a ich dotychczasowe prośby były lekceważone. Liderka rankingu zaznaczyła, że choć szanuje media, nadszedł czas na twardą walkę o interesy graczy. Sytuacja jest napięta, bo tenisiści czują się niedoceniani przez władze Roland Garros mimo rekordowych przychodów generowanych przez imprezę.
Wojna o miliony euro w cieniu kortów
Kością niezgody są konkretne liczby. Zawodnicy w turniejach ATP otrzymują 22 procent przychodów, podczas gdy w Wielkich Szlemach ta kwota spada do około 15 procent. Jannik Sinner wprost mówi o braku szacunku i rocznym oczekiwaniu na jakąkolwiek odpowiedź ze strony federacji. Taylor Fritz dodaje, że przy obecnej kondycji sportu ignorowanie postulatów graczy jest nieakceptowalne. Tenisiści patrzą na 450 milionów euro rocznego obrotu paryskiego turnieju i chcą większego udziału w tej puli.
Organizatorzy mają jednak swoje argumenty. Twierdzą, że gracze już teraz otrzymują blisko 50 procent czystego zysku z imprezy. Ogromne środki zostały zainwestowane w nowoczesny dach nad kortem Philippe Chatrier oraz luksusowe strefy dla samych zawodników. Francuska Federacja Tenisowa przypomina, że pieniądze z turnieju finansują także rozwój juniorów i infrastrukturę w całym kraju. Kolejna odsłona tego finansowego starcia nastąpi prawdopodobnie przy ogłoszeniu stawek na nadchodzący Wimbledon.
