Belgijki wyrastają na faworytki w walce o historyczny awans na mistrzostwa świata, ale ich droga do Brazylii prowadzi przez starcie z Polkami. Jak donoszą media, los skojarzył obie ekipy w barażach.
Podczas gdy męska reprezentacja Belgii rozpoczęła już zmagania w turnieju w 2026 roku, kobieca kadra narodowa, znana jako Red Flames, dopiero poznała swoją ścieżkę kwalifikacyjną. W październiku Belgijki zmierzą się z Polską w dwumeczu, który zadecyduje o ich dalszym losie. Jeśli uda im się pokonać biało-czerwone, w kolejnej fazie na koniec roku trafią na zwyciężczynię pary Kazachstan – Irlandia. Stawka jest ogromna, ponieważ stawką jest pierwszy w historii występ tej drużyny na mundialu.
Skomplikowana droga do turnieju w Brazylii
Sytuacja w europejskich eliminacjach jest napięta, ponieważ tylko cztery drużyny – Dania, Francja, Niemcy oraz Hiszpania – zapewniły sobie bezpośredni awans jako zwyciężczynie grup. Pozostałe ekipy muszą walczyć w barażach o siedem gwarantowanych miejsc. W pierwszej rundzie wystąpią 32 zespoły, z których połowa przejdzie do decydującej fazy. Najniżej sklasyfikowana drużyna po dwóch rundach będzie musiała szukać swojej szansy w barażach interkontynentalnych, co dodatkowo komplikuje sytuację ekip walczących o wyjazd do Ameryki Południowej.
Belgia zajmuje obecnie 22. miejsce w światowym rankingu, co teoretycznie stawia ją w dobrej pozycji, jeśli zdoła przejść wszystkie etapy kwalifikacji. Polska reprezentacja stanowi jednak pierwszą i niezwykle istotną przeszkodę w tym planie. Dla Belgijek wygrana z Polkami to absolutny priorytet, by utrzymać marzenia o debiucie na mistrzostwach świata. Każdy błąd w październikowym dwumeczu może oznaczać koniec nadziei na historyczny sukces i konieczność czekania na kolejną szansę przez następne cztery lata.
