Lionel Messi oczarował świat, Republika Zielonego Przylądka postawiła twardy opór, a sensacyjne wyniki pierwszej rundy mistrzostw świata 2026 całkowicie zmieniły układ sił. Turniej, który miał być teatrem największych gwiazd, już na starcie brutalnie zweryfikował ambicje faworytów. Jedna noc w czerwcu wystarczyła, by nastroje w obozach potęg piłkarskich zmieniły się z euforycznych w grobowe.
Jeśli ktokolwiek wątpił, czy 38-letni Lionel Messi wciąż może naginać losy mundialu do swojej woli, mecz z Algierią rozwiał wszelkie wątpliwości. Argentyna wygrała 3:0, a Messi zdobył wszystkie trzy bramki, notując swój pierwszy hat-trick w historii występów na mistrzostwach świata. Stał się tym samym najstarszym zawodnikiem z takim osiągnięciem i zrównał się z Miroslavem Klose w klasyfikacji wszech czasów z 16 trafieniami na koncie.
Upadek potęg i narodziny nowej gwiazdy
Zupełnie inne nastroje panują w obozie Portugalii. Cristiano Ronaldo w zremisowanym 1:1 meczu z Demokratyczną Republiką Konga był jedynie tłem dla kolegów. Przez 90 minut zaliczył tylko 25 kontaktów z piłką i nie oddał ani jednego celnego strzału. Portugalia prowadziła po golu João Nevesa, ale historyczne trafienie Yoane Wissy sprawiło, że debiutujący w roli faworyta zespół z Afryki wywalczył cenny punkt, ośmieszając europejską potęgę.
Prawdziwy szok przeżyli kibice w Hiszpanii. Mistrzowie Europy bili głową w mur w starciu z debiutującą Republiką Zielonego Przylądka. Mimo 27 strzałów i 74 procent posiadania piłki, mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Bohaterem został 40-letni bramkarz Vozinha, który siedmioma interwencjami zatrzymał faworytów. Równie sensacyjnie zaprezentowała się Australia, która przetrwała oblężenie Turcji (30 strzałów rywali) i wygrała 2:0 po zabójczych kontrach.
Na miano odkrycia turnieju zapracował Ayyoub Bouaddi. Marokański nastolatek w starciu z Brazylią (1:1) grał z dojrzałością weterana, notując 87 kontaktów z piłką i 91 procent celnych podań. W środku pola zdominował doświadczonych rywali, wygrywając dziewięć pojedynków. Podczas gdy Szwajcaria opłakuje stratę punktów z Katarem przez samobójczego gola w doliczonym czasie, młody Bouaddi udowodnił, że hierarchia w światowym futbolu właśnie przestaje istnieć.
