Sytuacja w Formule 1 po Grand Prix Monako staje się coraz bardziej napięta. McLaren oraz Red Bull oficjalnie zgłosiły zamiar odwołania się od decyzji sędziów FIA, którzy przywrócili Pierre’owi Gasly’emu miejsce na podium. Walka o punkty przeniosła się z toru do gabinetów, a stawką jest ostateczny kształt wyników jednego z najbardziej prestiżowych wyścigów w kalendarzu.
Wszystko zaczęło się w piątek, gdy sędziowie anulowali dwie kary czasowe nałożone na kierowcę Alpine za przekroczenie prędkości w alei serwisowej. Nowe dowody od FOM wykazały rozbieżności w pomiarach na wjeździe do pitlane, co miało doprowadzić do niesłusznego ukarania pięciu zawodników. Dzięki tej decyzji Gasly odzyskał trzecią lokatę, spychając Isacka Hadjara z Red Bulla oraz wpływając na pozycję Oscara Piastriego z McLarena. Rywale uważają jednak, że to zespoły powinny zachować margines błędu.
Kontrowersje wokół pomiarów w alei serwisowej
Dyrektor sportowy Red Bulla, Stephen Knowles, przekonuje, że proces pomiaru był spójny przez cały weekend, a ekipy miały świadomość, że system nie jest idealny. Podobne stanowisko zajął Will Courtenay z McLarena. Zespoły mają teraz 96 godzin na dokładną analizę przepisów i podjęcie decyzji o kontynuowaniu apelacji. FIA zapowiedziała już przegląd procedur w alei serwisowej, aby uniknąć podobnych incydentów w przyszłości, ale sprawa podium w Monako pozostaje otwarta.
