Nick Kyrgios oraz Stan Wawrinka znaleźli się w niezwykle trudnym położeniu przed nadchodzącym Wimbledonem. Choć obaj są wielkimi markami światowego tenisa, ich ranking nie pozwala na bezpośredni start w turnieju głównym. Organizatorzy prestiżowego szlema na trawie tradycyjnie faworyzują lokalnych zawodników, co stawia zagraniczne gwiazdy pod ścianą. Jeśli nie otrzymają dzikiej karty, czeka ich mordercza walka w kwalifikacjach.
Sytuacja jest o tyle napięta, że do rozdania jest zaledwie osiem przepustek, a kolejka chętnych wydaje się nie mieć końca. W gronie zawodników liczących na specjalne traktowanie są także Matteo Berrettini oraz Grigor Dimitrov. Statystyki z poprzedniego roku są nieubłagane dla obcokrajowców. Aż 15 z 16 dzikich kart trafiło wówczas w ręce reprezentantów Wielkiej Brytanii, co pokazuje, jak rygorystyczną politykę stosują władze londyńskiego turnieju.
Rankingowe fatum i pożegnania legend
Wawrinka wydaje się być najbliżej otrzymania szansy, jednak Szwajcar do ostatniej chwili będzie drżał o ostateczną decyzję. Sytuację komplikuje fakt, że Dan Evans ogłosił zakończenie kariery po tegorocznym Wimbledonie. Brytyjczyk, mimo niskiego rankingu, niemal na pewno otrzyma dziką kartę jako wyraz uznania za dwie dekady występów. To zabiera jedno z cennych miejsc, o które walczą Kyrgios i Berrettini, mimo że obaj w przeszłości grali już w wielkim finale na londyńskich kortach.
Dla Kyrgiosa, który niedawno zanotował zwycięstwo na trawie w Stuttgarcie, oraz Berrettiniego, ćwierćfinalisty Roland Garros, brak zaproszenia byłby potężnym ciosem. Na liście priorytetów przed nimi znajduje się jednak długa lista Brytyjczyków, takich jak Arthur Fery czy Billy Harris. Wszystko wskazuje na to, że tegoroczna lista uczestników Wimbledonu wywoła ogromne rozczarowanie u wielu utytułowanych graczy, którzy zostaną zmuszeni do gry w eliminacjach.
