Alexander Zverev w końcu zrzucił z barków ogromny ciężar, wygrywając Roland Garros 2026 po dramatycznym finale z Flavio Cobollim. Niemiecki tenisista, który wcześniej przegrał trzy finały wielkoszlemowe, przestał być nazywany najlepszym graczem bez tytułu major. Sukces w Paryżu nie nasycił jednak jego ambicji, a wręcz przeciwnie – stał się paliwem do dalszej, wieloletniej pracy na korcie.
Obecny numer trzy światowego rankingu nie zamierza w najbliższym czasie odkładać rakiety do szafy, co potwierdził w szczerym wywiadzie dla dziennika BILD. 29-letni zawodnik przyznał, że trening jest dla niego stylem życia, a nie tylko przykrym obowiązkiem zawodowym. Zverev podkreślił, że nawet gdyby dzisiaj zakończył karierę, nadal pojawiałby się na siłowni, ponieważ bez aktywności fizycznej po prostu nie czuje się dobrze.
Dekada gry i pogoń za ostatnim marzeniem
Niemiec postawił sprawę jasno w kwestii swojej sportowej długowieczności, celując w staż godny największych legend dyscypliny.
Chcę grać przez kolejne dziesięć lat
Jeśli zrealizuje ten plan, będzie rywalizował do 39. roku życia, naśladując drogę Novaka Djokovicia. Serb udowodnił, że w tym wieku wciąż można wygrywać turnieje ATP, co dla Zvereva stanowi idealny wzorzec do naśladowania w drugiej fazie kariery.
Mimo zdobycia Pucharu Muszkieterów, w kolekcji Niemca brakuje jeszcze jednego, kluczowego osiągnięcia, które spędza mu sen z powiek.
Osiągnąłem już cel wielkoszlemowy, a jedyną rzeczą, której mi brakuje, jest bycie numerem jeden na świecie. Nawet jeśli tylko na tydzień. To byłoby miłe
Tenisista zdaje sobie sprawę, że przy obecnej konkurencji będzie to niezwykle trudne zadanie, ale determinacja do pracy pozostaje niezmienna.