Pierre Gasly oficjalnie wrócił na podium Grand Prix Monako po tym, jak sędziowie FIA uwzględnili wniosek o rewizję wyników. Francuz stracił trzecią lokatę przez dwie kary za rzekome przekroczenie prędkości w alei serwisowej, które okazały się wynikiem błędu technicznego. Jak donoszą media, systemy pomiarowe FOM zawiodły w kluczowym momencie niedzielnego wyścigu.
Szczegółowe dochodzenie wykazało, że pętle pomiarowe zainstalowano w tych samych miejscach co w 2025 roku, ale nie uwzględniono przesunięcia bariery przy wjeździe do boksów. Kierowcy mogli dzięki temu pokonać krótszą trasę, co sprawiło, że system obliczał ich średnią prędkość na dystansie o 77 centymetrów krótszym niż w rzeczywistości. W efekcie aparatura błędnie wykazała przekroczenie limitu 60 km/h przez Gasly'ego oraz czterech innych zawodników, co doprowadziło do niesłusznych sankcji.
Chaos w alei serwisowej i dramat George'a Russella
Największą ofiarą technologicznej wpadki stał się George Russell z Mercedesa. Brytyjczyk otrzymał pięć sekund kary, a błąd w komunikacji zespołu sprawił, że nie odbył jej podczas kolejnego postoju. Skończyło się to karnym przejazdem przez boksy i wypadnięciem z punktowanej dziesiątki. Przedstawiciele FOM przyznali w oświadczeniu: „Proces zidentyfikował rozbieżność w pomiarach. Jak wszyscy w tym sporcie dążymy do najlepszych wyników i wszelkie ulepszenia zostaną wdrożone”.
Nie wszyscy w padoku zgadzają się jednak z narracją o czystym błędzie systemu. Szef zespołu Haas, Ayao Komatsu, zauważył, że większość z 22 kierowców zdołała przejechać wyścig bez naruszeń, sugerując odpowiedzialność stajni za zachowanie marginesu bezpieczeństwa. Pierre Gasly, który czuł się „zdruzgotany” po utracie trofeum, może wreszcie świętować sukces, podczas gdy Formuła 1 zapowiada gruntowną reformę procedur pomiarowych, aby uniknąć podobnego skandalu w przyszłości.
