Emma Raducanu wyrasta na jedną z głównych faworytek turnieju w Queen’s Clubie po tym, jak w wielkim stylu pokonała Soranę Cirsteę 6:4, 6:2. Brytyjka zrewanżowała się Rumunce za bolesną porażkę z początku roku i zameldowała się w ćwierćfinale londyńskich zawodów.
Pojedynek od samego początku toczył się pod dyktando reprezentantki gospodarzy, która błyskawicznie objęła prowadzenie 4:0. Choć Cirstea próbowała nawiązać walkę w pierwszym secie, Raducanu utrzymała przewagę, a w drugiej partii całkowicie zdominowała 18. rakietę świata. Komentująca mecz dla BBC Annabel Croft zauważyła, że 23-letnia Brytyjka zdołała złamać rywalkę nie tylko sportowo, ale i mentalnie. Zdaniem ekspertki Raducanu weszła Rumunce pod skórę, co było widać w dezygnacji malującej się na twarzy pokonanej tenisistki.
Zdecydowana dominacja i plan na agresywną grę
Zwycięstwo nad Cirsteą ma dla Raducanu szczególny smak, ponieważ w lutym przegrała z tą samą zawodniczką w finale w Klużu-Napoce, nie ugrywając wówczas nawet seta. Tym razem scenariusz był zupełnie inny, a triumfatorka US Open z 2021 roku od pierwszej piłki narzuciła swoje warunki gry. „Wiedziałam, że muszę wyjść na kort i grać agresywnie, dyktować warunki, bo inaczej ona by to zrobiła. Gdy tylko zdejmowałam nogę z gazu w pierwszym secie, ona wracała do gry” – przyznała po meczu Emma Raducanu.
Eksperci podkreślają, że Raducanu weszła na wyższy poziom w porównaniu do pierwszej rundy, prezentując niezwykłą pewność przy uderzeniach i świetny serwis. Croft zwróciła uwagę na autorytet, z jakim Brytyjka uderzała piłkę oraz jej umiejętność zachowania cierpliwości w przedłużających się wymianach. Tenisistka nie kryła radości z faktu, że mogła odegrać się na tak wymagającej przeciwniczce przed własną publicznością. Jeszcze tego samego dnia Raducanu czeka kolejne wyzwanie, jakim jest starcie z Kamillą Rakhimovą.
