Alexander Zverev po raz pierwszy w karierze zameldował się w ćwierćfinale Wimbledonu po pokonaniu Jiriego Lehecki. Niemiec wygrał to starcie w czterech setach, jednak mecz rozciągnął się na dwa dni przez kontrowersyjne przepisy londyńskiego turnieju.
Wszystko zaczęło się w poniedziałek, gdy Zverev wygrał dwa pierwsze sety 6-4 i 7-5. Przy stanie 3-3 w trzeciej partii spotkanie zostało nagle przerwane. Powodem była godzina 23:00 i obowiązująca na Wimbledonie godzina policyjna. Tenisista wszedł na kort centralny dopiero po 20:00, ponieważ wcześniejsze mecze Jasmine Paolini oraz Grigora Dimitrova trwały zbyt długo. Po wznowieniu gry we wtorek Lehecka błyskawicznie wykorzystał dekoncentrację rywala, wygrywając trzy gemy z rzędu i całego seta 6-3.
Mentalna pułapka i walka z czasem
Sytuacja jest o tyle trudna, że przez opóźnienia Zverev musi grać trzy dni z rzędu. Niemiec przyznał, że największym wyzwaniem nie jest zmęczenie mięśni, ale obciążenie psychiczne wynikające z braku czasu na regenerację i analizę. „Mentalnie jest to trudniejsze niż fizycznie. Nie masz czasu, żeby po prostu odetchnąć, zdać sobie sprawę z tego, co się dzieje i przygotować się do następnego meczu” – wyznał po zwycięstwie Alexander Zverev. Mimo trudności zawodnik zdołał opanować emocje i zamknął mecz w czwartym secie wynikiem 7-6 (6).
Dla 29-letniego tenisisty to historyczny moment, gdyż wcześniej trzykrotnie odpadał właśnie na etapie 1/16 finału w Londynie. „Kto by pomyślał, że zajmie mi to aż 12 lat, żeby się tutaj dostać! Ale oczywiście chcę tu zagrać jeszcze trzy mecze” – dodał z uśmiechem Niemiec. Teraz przed nim ogromne wyzwanie, ponieważ w ćwierćfinale zmierzy się z Taylorem Fritzem. Statystyki są nieubłagane: Zverev przegrał siedem ostatnich spotkań z Amerykaninem, a ich ogólny bilans wynosi 10-5 na korzyść Fritza.
