Alexander Zverev w końcu dopiął swego i zakończył długie oczekiwanie na pierwszy tytuł wielkoszlemowy w karierze. Niemiec pokonał Flavio Cobolliego w dramatycznym finale French Open 6:1, 4-6, 6-4, 6-7(5), 6-1. Choć nerwy towarzyszyły mu od drugiego seta, zdołał przetrwać napór Włocha i dopisać swoje nazwisko do listy największych legend tenisa.
Zwycięstwo w Paryżu zapewniło Zverevowi 2000 punktów rankingowych, jednak nie pozwoliło mu to wyprzedzić Carlosa Alcaraza. Niemiec pozostaje na trzecim miejscu w zestawieniu ATP. Z kolei Flavio Cobolli ma powody do świętowania mimo porażki. Dzięki zdobyciu 1300 punktów Włoch w poniedziałek rano zadebiutuje w czołowej dziesiątce rankingu, zajmując dokładnie dziesiątą lokatę.
Miliony euro na koncie i spór o pieniądze
Triumfator tegorocznego Roland Garros odebrał czek na kwotę 2 800 000 euro, natomiast finalista musiał zadowolić się połową tej sumy, czyli 1 400 000 euro. Całkowita pula nagród w turnieju wzrosła o ponad 9 procent względem poprzedniego roku i wyniosła 61,723 mln euro. Organizatorzy postawili na wsparcie zawodników z niższych miejsc, podnosząc wypłaty za eliminacje o blisko 13 procent.
Mimo rekordowych kwot, w kuluarach huczy od głosów niezadowolenia. Gwiazdy światowego formatu, jak Jannik Sinner i Aryna Sabalenka, otwarcie krytykują podział zysków. Zawodnicy domagają się większego udziału w przychodach turnieju, które sięgają 450 mln euro. Obecnie gracze otrzymują około 50 procent wypracowanych zysków, co dla liderów rankingów jest wartością niewystarczającą.
