Aryna Sabalenka stoi przed historyczną szansą na trzeci z rzędu triumf w US Open, ale cena za ten sukces może być wyjątkowo wysoka. Choć Białorusinka walczy o utrzymanie pozycji liderki rankingu WTA, jej los spoczywa teraz w rękach Jeleny Rybakiny.
Sytuacja na szczycie kobiecego tenisa stała się niezwykle napięta po ostatnich tygodniach słabszej formy Sabalenki. Rybakina przejmie miano pierwszej rakiety świata, jeśli tylko pokona Zheng Qinwen w ćwierćfinale nowojorskiego szlema. Mimo widma utraty tronu, dwukrotna mistrzyni US Open nie zamierza rozpaczać nad punktami rankingowymi. Dla niej liczy się wyłącznie domknięcie legendarnego „three-peatu” na kortach Flushing Meadows, co jasno zadeklarowała po morderczym boju w ćwierćfinale.
Dramatyczny bój na Arthur Ashe Stadium
Droga do półfinału była dla Sabalenki prawdziwym testem charakteru, w którym zmierzyła się z mistrzynią Wimbledonu, Lindą Noskovą. Mecz trzymał w napięciu do ostatniej piłki, kończąc się wynikiem 7:6(1), 3-6, 7:6(7) na korzyść liderki rankingu. Białorusinka musiała wznieść się na wyżyny swoich umiejętności, szczególnie w trzecim secie, gdy rywalka serwowała niemal bezbłędnie. Wygrana ta jest o tyle istotna, że w ostatnich latach Sabalenka miewała problemy z domykaniem tak wyrównanych spotkań pod ogromną presją.
„Oczywiście, że byłabym szczęśliwa. Trzy z rzędu... brzmi świetnie. Cieszę się, że dałam sobie szansę na ten sukces, mimo że wciąż jestem od niego daleko” – przyznała Sabalenka zapytana o to, czy poświęciłaby ranking dla trofeum. Tenisistka podkreśliła, że kluczem do zwycięstwa nad Noskovą była agresywna gra i zaufanie do własnych uderzeń, co pozwoliło jej zakończyć mecz asem z drugiego serwisu. Intensywność, z jaką zagrała w końcówce, ma być fundamentem pod kolejne dwa kroki w stronę tytułu.
Obecnie Sabalenka śrubuje niesamowitą serię 18 kolejnych zwycięstw na nowojorskich kortach. Jeśli uda jej się wygrać dwa kolejne mecze i dobić do liczby 20, przejdzie do historii jako jedna z nielicznych zawodniczek z trzema tytułami US Open z rzędu. Dzisiaj jednak Sabalenka udowadnia, że w Nowym Jorku potrafi odnaleźć swoją „supermoc” nawet w najtrudniejszych momentach.
