Max Verstappen bije na alarm i wprost krytykuje obecny kierunek rozwoju Formuły 1. Holender uważa, że nowe jednostki napędowe odebrały kierowcom wyzwanie, a jazda na najwyższym poziomie stała się niemal bezwysiłkowa. Według lidera Red Bulla, obecne maszyny przypominają „Formułę E na sterydach”, gdzie zamiast czystej prędkości liczy się skomplikowane zarządzanie energią.
W rozmowie z BBC Verstappen podkreślił, że naturalny styl jazdy, oparty na późnym hamowaniu i agresywnym przyspieszaniu, przestał być premiowany. Kierowcy muszą teraz kalkulować, kiedy odpuścić gaz lub zahamować wcześniej, by zyskać wyższą prędkość maksymalną na prostej. To sprawia, że rywalizacja staje się nienaturalna i frustrująca dla największych talentów w stawce, które nie mogą w pełni wykorzystać swoich umiejętności.
Zaskakujące wyniki zmienników dowodem na kryzys
Jako dowód swojej tezy Verstappen wskazał na postawę Liama Lawsona i Yuki Tsunody, którzy musieli szybko odnaleźć się w nowych bolidach po kontuzji Isacka Hadjara. Lawson po przesiadce z Racing Bulls do Red Bulla natychmiast stał się konkurencyjny, zajmując siódme miejsce w Zandvoort. Z kolei Tsunoda, wracając do Racing Bulls, od razu punktował w Monzy, co zdaniem Holendra pokazuje, jak mało wymagające stały się obecne konstrukcje.
„Bez urazy, mam nadzieję, że nikt tego źle nie odbierze. Ale spójrzcie na Yukiego. Wskakuje do samochodu, którym nigdy wcześniej nie jeździł i od razu jest konkurencyjny. Liam przesiada się z Racing Bulls do Red Bulla i dzieje się to samo. To dlatego, że te samochody są głuche na wkład kierowcy” – przyznał Verstappen w rozmowie z BBC. Dodał również, że najszybsi wciąż wygrywają, ale czują się, jakby ktoś trzymał ich za gardło i nie pozwalał na więcej.
Mimo ogromnego niezadowolenia z obecnych przepisów, Verstappen zdecydował się na przedłużenie kontraktu z Red Bullem, licząc na poprawę sytuacji po 2026 roku. Jego marzeniem jest powrót do silników V8, które gwarantowały nieporównywalnie lepszą reakcję na gaz i czystą radość z jazdy. Na razie mistrz świata musi jednak zaakceptować obecną technologię, choć przyznaje, że to miłość do rywalizacji, a nie sama jazda dzisiejszymi bolidami, trzyma go w tym sporcie.
