Jarosław Królewski zabrał głos w sprawie kontaktów Adriana Siemieńca z sędziami przed meczem Jagiellonii Białystok z GKS-em Katowice. Właściciel Wisły Kraków nie podziela tłumaczenia, że podobne rozmowy były czymś normalnym. Jego komentarz jest wyjątkowo stanowczy.
Głos w sprawie zabrał Arkadiusz Kamil Wójcik. Sędzia przeprosił trenera Jagiellonii i wziął na siebie odpowiedzialność za to, że szkoleniowiec został wciągnięty w całe zamieszanie.
Według jego relacji Siemieniec skontaktował się z nim przed spotkaniem z GKS-em Katowice w związku z zawodnikami zagrożonymi żółtymi kartkami. Wójcik przekazał mu, że może porozmawiać z prowadzącym mecz Pawłem Raczkowskim. Sam wysłał również Raczkowskiemu fragment swojej korespondencji z trenerem.
Wójcik przekonuje, że tego rodzaju kontakty nie były niczym nadzwyczajnym. Opisywał je jako element zarządzania temperaturą spotkania i wskazywał, że pod koniec sezonu zdarzały się rozmowy dotyczące kartek.
Właśnie z tą częścią jego wyjaśnień zdecydowanie nie zgodził się Królewski.
– Nie – nie jest to normalne, że sędziowie rozmawiają z trenerem przed meczem na żaden temat związany z tym meczem – napisał właściciel Wisły.
Królewski zwrócił przy tym uwagę na problem równego traktowania klubów. Jego zdaniem nawet jeśli podobne kontakty funkcjonowały wcześniej jako pewna praktyka, nie powinno się traktować tego jako argumentu na ich obronę.
– Jeśli to była normalność, to po pierwsze trzeba ją zweryfikować wstecz i nigdy nie powielać w przyszłości tej praktyki, bo jest po prostu zła. Czemu akurat tego trenera ma pan sędzia ostrzegać, a innych nie? Sędziowie nie znają konwencji? Głównego dokumentu, w ramach którego uprawiacie swój zawód? Dziadostwo. To wszystko, co można o tym powiedzieć – dodał.
Sprawa Siemieńca nie została jeszcze zakończona. Od 27 sierpnia zajmuje się nią Komisja Ligi Ekstraklasy. Sam trener potwierdził udział w postępowaniu, ale ze względu na jego tajny charakter nie ujawnia szczegółów.
W tle pozostaje znacznie szerszy konflikt Wójcika ze środowiskiem sędziowskim. Arbiter twierdzi, że spotykały go mobbing, zastraszanie oraz działania zmierzające do wygaszenia jego kariery, a sprawę skierował do prokuratury. Według niego korespondencja dotycząca Siemieńca została celowo wykorzystana przeciwko niemu na wiele dni po całym zdarzeniu.

