Niedzielny wyścig na torze Monza przyniósł sceny, których szefostwo Ferrari wolałoby uniknąć. Lewis Hamilton i Charles Leclerc stoczyli walkę na granicy ryzyka, co wywołało falę pytań o atmosferę wewnątrz włoskiej stajni. Choć historia Formuły 1 zna wiele przypadków bratobójczych pojedynków, ten konkretny incydent wydaje się trudny do racjonalnego wytłumaczenia.
W przeszłości wielkie duety, takie jak Senna i Prost czy Hamilton i Rosberg, wchodziły na wojenną ścieżkę tylko wtedy, gdy stawką był tytuł mistrza świata. Obecnie Ferrari nie dysponuje bolidem pozwalającym na realną walkę o końcowy triumf, co czyni agresywne zachowanie kierowców niezrozumiałym. Obaj zawodnicy mają zabezpieczoną przyszłość kontraktową do 2027 roku, więc desperacka walka o pozycję w zespole nie powinna mieć miejsca.
Vasseur musi interweniować po incydencie na Monzy
„Wydaje mi się, że posunęliśmy się za daleko” — przyznał Charles Leclerc, odnosząc się do walki z Hamiltonem w pierwszych dwóch zakrętach. Monakijczyk, który ostatecznie nie ukończył wyścigu po wypadku na drugim okrążeniu, zauważył, że próba utrzymania wewnętrznej linii w drugim zakręcie okazała się błędem. Hamilton po kontakcie z kolegą z zespołu musiał ratować się ucieczką na żwir, co kosztowało go spadek na dziesiątą lokatę.
Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że Lewis Hamilton publicznie apelował wcześniej o współpracę dla dobra zespołu, zwłaszcza że wyprzedza Leclerca w klasyfikacji generalnej. Siedmiokrotny mistrz świata po trudnym sezonie 2025 odzyskał tempo i chce udowodnić swoją wartość, podczas gdy Leclerc próbuje odzyskać status lidera, który wypracował sobie rok temu.
Teraz cała odpowiedzialność spoczywa na barkach Frédérica Vasseura, który jeszcze przed startem na Monzy rozmawiał ze swoimi kierowcami. Wygląda na to, że konieczne będzie kolejne spotkanie w biurze szefa zespołu, aby przypomnieć zawodnikom o priorytetach Ferrari. Rywalizacja może napędzać rozwój, ale gdy nie toczy się o najwyższe trofeum, staje się dla stajni jedynie zbędnym obciążeniem.
