Niedzielne popołudnie na torze Monza przejdzie do historii Formuły 1 jako jeden z najbardziej nieprawdopodobnych popisów jednego kierowcy. Kimi Antonelli, startując z odległego 19. miejsca, zdołał wygrać Grand Prix Włoch, pokonując swojego zespołowego kolegę z Mercedesa, George’a Russella.
Włoski kierowca musiał radzić sobie z karą na starcie i ogromnym tłokiem w środku stawki, ale jego tempo było nieosiągalne dla reszty rywali. Antonelli systematycznie wyprzedzał kolejnych zawodników, w tym Lewisa Hamiltona i Oscara Piastriego, by w końcówce wyścigu dopaść prowadzącego Russella. To pierwszy triumf Włocha na Monzy od 60 lat, co wywołało euforię na wypełnionych po brzegi trybunach.
Dramat Ferrari i czerwona flaga na Monzy
Początek rywalizacji był koszmarem dla ekipy Ferrari. Charles Leclerc, który zaciekle bronił się przed atakami McLarena, stracił panowanie nad bolidem na wyjściu z legendarnego zakrętu Parabolica i z ogromną siłą uderzył w barierę. Choć Monakijczyk opuścił pojazd o własnych siłach, sędziowie musieli przerwać wyścig czerwoną flagą, aby naprawić uszkodzone zabezpieczenia toru.
Po restarcie walka o zwycięstwo rozstrzygnęła się między kierowcami Mercedesa a Maxem Verstappenem. Holender jako jedyny z czołówki postawił na opony średnie, co pozwoliło mu na agresywną jazdę, ale ostatecznie musiał uznać wyższość srebrnych strzał i zadowolić się trzecim miejscem. George Russell, mimo prowadzenia przez większą część dystansu, nie zdołał odeprzeć ataku Antonelliego na 50. okrążeniu, gdy jego twarde opony były już całkowicie zużyte.
Dzięki tej wygranej 19-letni Antonelli umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej mistrzostw świata, powiększając przewagę nad Russellem do 66 punktów. Kolejna runda zmagań odbędzie się już w przyszły weekend na nowym torze w Madrycie. Za plecami podium finiszowali Lando Norris oraz Oscar Piastri, a Lewis Hamilton, borykający się ze zużytym ogumieniem, dowiózł do mety szóstą lokatę.
