Lando Norris zakończył kwalifikacje do Grand Prix Włoch na odległym dziewiątym miejscu, ale jest przekonany, że jego wynik mógł być znacznie lepszy. Brytyjczyk uważa, że błąd jego kolegi z zespołu, Oscara Piastriego, kosztował go co najmniej pół sekundy na decydującym okrążeniu.
Plan McLarena na finałową sesję Q3 zakładał, że kierowcy będą sobie nawzajem pomagać, wykorzystując zjawisko cienia aerodynamicznego. W drugiej próbie to Piastri miał jechać przed Norrisem, by zapewnić mu niezbędny tunel powietrzny na szybkich prostych toru Monza. Australijczyk popełnił jednak kosztowny błąd w pierwszym zakręcie, blokując przednie koło i wypadając na drogę ucieczkową, co zostawiło Norrisa bez żadnego wsparcia.
Problemy McLarena z prędkością na prostych
Brak wsparcia ze strony partnera okazał się dla Norrisa bolesny, ponieważ bolid McLarena wyraźnie odstaje od konkurencji pod względem prędkości maksymalnej. „To kosztowało mnie bardzo dużo, bo nie miałem cienia aerodynamicznego. Jesteśmy bezużyteczni jako samochód, jesteśmy tak wolni na prostych, że musimy mieć dobry tunel, inaczej nie jesteśmy wystarczająco szybcy” – przyznał rozgoryczony Norris.
Oscar Piastri, mimo błędu w ostatniej próbie, zdołał wcześniej wykręcić trzeci czas, jednak nie utrzyma tej pozycji na starcie. Sędziowie nałożyli na Australijczyka karę przesunięcia o trzy pola za blokowanie Liama Lawsona w drugiej części kwalifikacji. W efekcie Piastri ruszy do wyścigu z szóstej lokaty, a Norris, dzięki karze dla Kimiego Antonellego, awansuje na ósme pole startowe.
Monza obnażyła jednak braki stajni z Woking w konfiguracji o niskim docisku, co stawia zespół w trudnej sytuacji przed niedzielną rywalizacją.
Norris realistycznie ocenia swoje szanse w wyścigu, zauważając, że rywale z Ferrari i Red Bulla są po prostu szybsi w warunkach panujących we Włoszech. Kierowca podkreślił, że bez możliwości jazdy tuż za innym bolidem, McLaren traci zbyt wiele dystansu na każdym prostym odcinku. Niedzielne zmagania pokażą, czy zespół zdoła odrobić straty w czystym powietrzu, choć sam zawodnik pozostaje w tej kwestii sceptyczny.
