McLaren walczy o odzyskanie dawnej formy po drastycznej zmianie przepisów w Formule 1. Zespół, który zdominował tory w 2024 i 2025 roku, stracił swoją najpotężniejszą broń – perfekcyjne zarządzanie oponami. Jak donosi Autosport, stajnia z Woking nie jest już w stanie utrzymać ogumienia w optymalnej temperaturze, co brutalnie obnażył ostatni wyścig o Grand Prix Hiszpanii.
Szef zespołu, Andrea Stella, nie ukrywa, że nowa konstrukcja na sezon 2026 wymusiła na inżynierach całkowitą zmianę podejścia. Choć wcześniej McLaren był oskarżany przez konkurencję o stosowanie sztuczek z chłodzeniem wodnym tylnych opon Pirelli, dziś po tej przewadze nie ma śladu. W Barcelonie Lando Norris zajął trzecie miejsce tylko dzięki pechowi rywali, a Oscar Piastri dojechał daleko za czołówką, wyraźnie odstając od Ferrari i Mercedesa.
Koniec dominacji i trudny powrót do podstaw
Włoski inżynier otwarcie przyznaje, że proces projektowania zupełnie nowego bolidu i integracja skomplikowanych jednostek napędowych odsunęły na boczny tor dopracowywanie detali. „W tej chwili nie jesteśmy tak konkurencyjni, jak w 2025 roku pod względem kondycji opon i ich degradacji. To bardzo jasny cel rozwoju. Nie wydaje się, abyśmy mieli pod tym względem jakąkolwiek szczególną przewagę” – wyjaśnił szczerze Andrea Stella.
Sytuacja jest o tyle trudna, że Ferrari wykonało ogromny skok naprzód dzięki nowym poprawkom, a Lewis Hamilton w Mercedesie zdeklasował resztę stawki w finałowym sprincie. Stella podkreśla, że McLaren musiał skupić się na fundamentach, co wymusiło bolesny krok wstecz. „To był poniekąd reset, do którego zostaliśmy zmuszeni, projektując całkowicie nowy samochód. Teraz stopniowo ewoluujemy w stronę tego, co uważamy za właściwe dla opon” – dodał szef ekipy.
