Julian Alvarez wyrasta na głównego bohatera letniego okna transferowego, forsując swoje przenosiny do Barcelony. Jak donosi Mundo Deportivo, 26-letni napastnik poinformował już Arsenal oraz Paris Saint-Germain, że jego priorytetem jest wyłącznie Camp Nou. Sytuacja staje się napięta, ponieważ Argentyńczyk nie zamierza brać pod uwagę innych ofert, stawiając Atletico Madryt pod ścianą w negocjacjach z ligowym rywalem.
Determinacja zawodnika jest ogromna, co potwierdza fakt odrzucenia zainteresowania ze strony potęg z Londynu i Paryża. Barcelona widzi w nim idealnego następcę Roberta Lewandowskiego, a Joan Laporta wraz z Deco przygotowują pakiet finansowy opiewający na 120-130 mln euro. Kwota ta ma uwzględniać bonusy i według wewnętrznych źródeł klubu mieści się w granicach finansowego fair play LaLiga, choć operacja wciąż pozostaje niezwykle skomplikowana pod względem ekonomicznym.
Astronomiczna klauzula barierą nie do przejścia
Główną przeszkodą w realizacji marzenia Alvareza jest jego kontrakt obowiązujący do 2030 roku, który zawiera klauzulę odstępnego w wysokości 500 mln euro. Atletico Madryt zajmuje twarde stanowisko, co udowodniło już wcześniej, odrzucając ofertę Realu Madryt wynoszącą 150 mln euro. Choć media sugerują, że kwota 150 mln euro mogłaby ostatecznie przekonać władze z Madrytu do sprzedaży, relacje między klubami są chłodne, a Atletico nie zamierza ułatwiać zadania Barcelonie.
Alvarez ma za sobą udany sezon, w którym zdobył 20 bramek w 49 występach, co tylko utwierdza Atletico w przekonaniu o jego ogromnej wartości rynkowej. Jeśli Barcelona nie zdoła sfinalizować tej transakcji, alternatywą pozostaje Marcus Rashford z Manchesteru United. Losy Argentyńczyka zależą teraz od tego, czy zdecyduje się na jeszcze mocniejszy, publiczny nacisk na władze klubu, by wymusić zgodę na transfer do stolicy Katalonii.
