Niedzielny mecz Liverpoolu z Arsenalem na Anfield może zmienić układ sił w walce o mistrzostwo Premier League. Po porażce Manchesteru City z Brighton Arsenal może odskoczyć na trzy punkty, a Liverpool, jeśli wygra, zbliży się do obu rywali na tę samą odległość.
Spotkanie nabiera znaczenia po tym, jak Brighton pokonało City 1:0 na Etihad. Gola na początku meczu strzelił Yasin Ayari, a porażka sprawiła, że zespół z Manchesteru ma 21 punktów po dziewięciu kolejkach. Arsenal zgromadził 21 punktów w ośmiu spotkaniach, Brighton ma ich 19, a Liverpool 15. Wygrana gospodarzy pozwoliłaby im zmniejszyć stratę do Arsenalu i City do trzech punktów. Zwycięstwo Arsenalu dałoby mu natomiast samodzielne prowadzenie z przewagą trzech punktów, po raz pierwszy w tym sezonie.
Liverpool przystępuje do meczu pod większą presją. Po powolnym początku sezonu zespół Andoniego Iraoli zaczął wyglądać na bardziej poukładany i zdolny do rywalizacji z najlepszymi drużynami ligi. Niedawna seria pięciu zwycięstw, w tym wyeliminowanie Chelsea z Pucharu Ligi po rzutach karnych na Anfield oraz ligowa wygrana 2:0 z Brighton, świadczy o poprawie. Pokonanie mistrzów mogłoby jednak dać Liverpoolowi coś więcej niż kolejne punkty: pozwoliłoby pokazać, że chce włączyć się do walki o tytuł, a nie tylko przyglądać się Arsenalowi i City.
Anfield to dla Arsenalu trudny teren
Arsenal jedzie do Liverpoolu jako obrońca tytułu, ale z niekorzystną historią ligowych spotkań na Anfield. Ostatni raz wygrał tam w Premier League we wrześniu 2012 roku, gdy Lukas Podolski i Santi Cazorla zapewnili mu zwycięstwo 2:0. Mikel Arteta występował wtedy w środku pola Arsenalu. Od tamtej pory londyńczycy nie potrafili zwyciężyć na tym stadionie za kadencji Arsène’a Wengera, Unaia Emery’ego ani Artety. To pierwsza wizyta Arsenalu na Anfield jako obrońcy tytułu od czasu tamtej wygranej.
Najbliżej przełamania Arsenal był w sezonie 2022/23. Prowadził 2:0, ale Liverpool doprowadził do remisu, a londyńczycy wyjechali z wynikiem 2:2. Z drugiej strony Liverpool może oprzeć się na serii domowych rezultatów: w ostatnich 13 ligowych meczach z Arsenalem na Merseyside wygrał osiem razy i pięć razy zremisował. Gospodarze wygrali też wszystkie ostatnie dziewięć spotkań rozegranych na Anfield 1 listopada. Te statystyki nie przesądzają o wyniku, lecz pokazują, dlaczego Liverpool może wierzyć, że przynajmniej uniknie porażki.
Arsenal nie musi traktować remisu jako katastrofy: zdobyty punkt dałby mu jednopunktowe prowadzenie nad City, ale nie pozwoliłby odskoczyć na trzy punkty. Taki wynik pozostawiłby też Liverpool w niewielkiej odległości od czołówki i sprawił, że walka o mistrzostwo pozostałaby w pełni otwarta. Liverpool potrzebuje zwycięstwa, by zmniejszyć stratę do czołówki i potwierdzić, że poprawa po trudnym początku jest trwała. Znaczenie ma też postawa Brighton, które w tym sezonie pokonało Arsenal, a następnie wygrało na Etihad i zbliżyło się do liderów na dwa punkty. Zespół Fabiana Hurzelera potwierdził tym samym, że należy do grona drużyn liczących się w walce o czołowe miejsca, a nie tylko korzysta z potknięć rywali. City, po rozpoczęciu sezonu od siedmiu kolejnych zwycięstw, przegrało dwa ligowe mecze z rzędu. Niedzielny mecz nie rozstrzygnie walki o tytuł, ale może pokazać, czy Liverpool rzeczywiście dołączy do Arsenalu i City wśród kandydatów do mistrzostwa.