Lando Norris nie gryzie się w język po ostatnich doświadczeniach na torze. Brytyjski kierowca McLarena otwarcie krytykuje rosnący wpływ zarządzania energią na przebieg rywalizacji w Formule 1. Jego zdaniem nowe przepisy techniczne sprawiają, że nawet okrążenia zjazdowe stają się niepotrzebnym testem umiejętności, podczas gdy powinny być jedynie formalnością po zakończeniu szybkiego kółka.
Problem wynika z niemal równego podziału mocy między silnik spalinowy a elektryczny. Wymusza to na kierowcach nieustanną troskę o stan baterii, aby zachować maksymalne osiągi. Na torach takich jak Miami czy Montreal, gdzie ostatnie sektory pokonuje się z pełnym otwarciem przepustnicy, wyzwanie staje się ekstremalne. Kierowcy muszą mieć w pełni naładowane akumulatory przed startem okrążenia kwalifikacyjnego, ale jednocześnie przepisy zabraniają im zbyt wolnej jazdy na kółku wyjazdowym.
Pułapka na desce rozdzielczej
Norris przyznaje, że zamiast skupiać się na rywalach i niebieskich flagach, spędza połowę czasu na obserwowaniu wyświetlacza w kokpicie. Musi pilnować, by nie jechać ani za szybko, ani za wolno, co grozi karami lub utratą ciśnienia doładowania i mocy z baterii. Każde ponowne przyspieszenie po zwolnieniu pod niebieską flagą zużywa cenną energię, co komplikuje przygotowanie do ataku na czas. Brytyjczyk uważa, że takie detale nie powinny decydować o klasie zawodnika.
Mimo tych trudności McLaren zanotował solidny wynik w kwalifikacjach do sprintu w Kanadzie. Norris zajął szóste miejsce, tracąc do zwycięzcy George'a Russella 0,315 sekundy. Zespół wprowadził w Montrealu szeroki pakiet poprawek, obejmujący przednie i tylne skrzydła oraz zawieszenie. Choć niska przyczepność toru utrudnia pełną ocenę nowych części, Norris poczuł przypływ pewności siebie w decydującej fazie kwalifikacji, co uznaje za pozytywny sygnał przed dalszą częścią weekendu.
