Ayao Komatsu otwarcie przyznaje, że najmniejszy zespół w stawce Formuły 1 zmierza w stronę finansowej stabilizacji, która pozwoli realnie rywalizować z gigantami. Amerykańska ekipa, zatrudniająca nieco ponad 400 osób, od lat operuje znacznie poniżej limitu wydatków, co hamuje jej rozwój technologiczny i kadrowy.
Obecnie Haas współpracuje z Toyota Gazoo Racing, które przejęło rolę partnera tytularnego po firmie MoneyGram. To jednak dopiero początek ofensywy rynkowej, ponieważ Komatsu intensywnie szuka kolejnych źródeł przychodu, aby zbliżyć się do progu 215 milionów dolarów. Według zagranicznych doniesień zespół prowadził rozmowy z firmą BWT, która po sezonie ma opuścić Alpine na rzecz nowego projektu z domem mody Gucci.
Koniec z płacącymi kierowcami w Haasie
Szef zespołu podszedł jednak z dystansem do spekulacji o współpracy z austriackim gigantem branży wodnej, znanym z charakterystycznej kolorystyki. „Nie będziemy mieli różowych samochodów, jeśli o to pytacie!” – uciął krótko Komatsu w rozmowie z Autosportem. Japończyk podkreślił, że jego priorytetem jest budowanie wizerunku ekipy, która przyciąga partnerów wynikami, a nie desperacką potrzebą gotówki.
W kontekście sezonu 2027 Haas testuje obecnie kilku młodych zawodników, w tym Ryo Hirakawę, Leonardo Fornaroliego oraz Rafaela Camarę. Na liście kandydatów znajduje się pięć nazwisk, wśród których wymienia się także Estebana Ocona oraz Yukiego Tsunodę. Komatsu zaznacza, że kwestie komercyjne mogą odegrać rolę tylko w przypadku, gdy dwaj kierowcy będą prezentować niemal identyczne tempo na torze.
„Wyobraźcie sobie zatrudnienie kogoś o pół sekundy wolniejszego, ale z dodatkowymi pieniędzmi. To nie byłoby zbyt motywujące dla 400 pracowników” – wyjaśnił szef Haasa. Zespół stawia na czyste osiągi, wierząc, że wyższa pozycja w klasyfikacji konstruktorów przyniesie większe zyski niż kontrakty z tzw. pay-driverami. Komatsu pozostaje konsekwentny w swojej wizji budowania składu opartego wyłącznie na talencie i szybkości.
