Xabi Alonso wyrasta na główną przeszkodę w planach transferowych Realu Madryt, który po zakontraktowaniu Marca Cucurelli chce sprowadzić kolejną gwiazdę Chelsea. Hiszpański szkoleniowiec nie zamierza wyrazić zgody na odejście Enzo Fernandeza. Jak donoszą media, trener jest zdeterminowany, by zapobiec dalszemu osłabianiu składu po niedzielnej utracie lewego obrońcy za 60 milionów euro.
Sytuacja jest napięta, ponieważ argentyński pomocnik zdążył już porozumieć się z hiszpańskim gigantem w sprawie warunków indywidualnych. Sam zawodnik nie ukrywa fascynacji stolicą Hiszpanii, co potwierdził w jednej z wypowiedzi. „Nie wiem. Bardzo lubię Madryt — jest podobny do Buenos Aires” — przyznał Fernandez, dając jasny sygnał, że jego przyszłość na Stamford Bridge stoi pod dużym znakiem zapytania mimo oporu trenera.
Wojna nerwów o miliony i Jose Mourinho w tle
Na drodze do transferu stoją jednak ogromne pieniądze. Chelsea wyceniła swojego asa na 120 milionów funtów, chcąc nie tylko zarobić, ale przede wszystkim odstraszyć potencjalnych kupców i ochronić inwestycję z 2023 roku. Choć Jose Mourinho widzi Argentyńczyka w swoim nowym projekcie w Madrycie, Real musi mierzyć się z ograniczeniami finansowymi. Królewscy szukają oszczędności, negocjując jednocześnie transfery Bernardo Silvy oraz Ibrahimy Konate, co może utrudnić spełnienie żądań londyńczyków.
Mimo zainteresowania ze strony Manchesteru City, Chelsea wyklucza sprzedaż kluczowego gracza do bezpośredniego rywala z Premier League. Losy Fernandeza zależą teraz od determinacji samego piłkarza i jego agenta. Jeśli Argentyńczyk zacznie wywierać silną presję na władze klubu, a Realowi uda się znacząco obniżyć zaporową cenę, Xabi Alonso może zostać zmuszony do zmiany zdania. Obecnie jednak stanowisko trenera pozostaje nieugięte.
