Club Brugge oficjalnie zostaje mistrzem Belgii po raz 20. w swojej historii. Choć drużyna zremisowała 2-2 z KV Mechelen, ostateczny triumf zapewniły im wieści z innego stadionu, gdzie VAR odebrał nadzieję najgroźniejszym rywalom.
Sytuacja w tabeli była napięta, ponieważ jeszcze kilka tygodni temu Club Brugge traciło cztery punkty do Union St Gilloise. Zespół potrafił jednak wykorzystać potknięcia przeciwników i odrobić straty w kluczowym momencie sezonu. Po czwartkowym remisie zawodnicy musieli nerwowo czekać na wynik meczu Union z Gent. Drużyna z Brukseli strzeliła gola w samej końcówce, co mogło przedłużyć walkę o tytuł, ale po interwencji systemu VAR bramka nie została uznana. Dopiero po końcowym gwizdku w Gandawie w Brugii wybuchła prawdziwa euforia.
Dominacja potwierdzona nową gwiazdką na herbie
Zdobycie dwudziestego mistrzostwa oznacza, że Club Brugge dołoży kolejną gwiazdkę do swojego herbu. To potwierdzenie ich ogromnej przewagi nad resztą stawki w ostatniej dekadzie. Podczas gdy uznane marki, takie jak Anderlecht, Genk, Gent czy Standard Liege, nie potrafiły utrzymać równej formy, tylko Union St Gilloise rzuciło im realne wyzwanie. Nawet zmiana trenera i zwolnienie Nicky'ego Hayena w trakcie rozgrywek nie przeszkodziły klubowi w zajęciu pierwszego miejsca na koniec kampanii, co pokazuje siłę kadry zbudowanej w Brugii.
Fundamentem sukcesu byli liderzy, wśród których błyszczał Christos Tzolis. Grecki skrzydłowy zanotował nieprawdopodobne statystyki, zdobywając 21 bramek i notując 28 asyst w 51 występach. W ostatnim meczu z Mechelen ponownie wpisał się na listę strzelców i dołożył asystę. Ważne role odegrali także Hans Vanaken, autor 12 goli, oraz doświadczony Brandon Mechele. Mimo historycznego sukcesu, Club Brugge wciąż goni Anderlecht w klasyfikacji wszech czasów. Zespół z Brukseli, mimo obecnego kryzysu, ma na swoim koncie aż 34 tytuły mistrzowskie.
