Vahid Halilhodzic nie ma złudzeń co do sytuacji, w jakiej znalazło się FC Nantes. Doświadczony szkoleniowiec, który jest już trzecim menedżerem klubu w tym sezonie, od początku nazywa misję ratunkową zadaniem prawie niemożliwym.
W swoich dwóch pierwszych meczach pod wodzą nowego trenera zespół zdobył zaledwie jeden punkt. Ten skromny dorobek udało się wywalczyć w niedzielnym starciu z FC Metz, które zajmuje ostatnie miejsce w tabeli Ligue 1. Sytuacja była krytyczna, ponieważ Tylel Tati zobaczył czerwoną kartkę jeszcze w pierwszej połowie. Przez całą drugą część spotkania Nantes musiało bronić się w dziesiątkę przeciwko rywalowi zdesperowanemu, by zachować jakiekolwiek nadzieje na utrzymanie w elicie.
Dramat w doliczonym czasie i diagnoza trenera
Nantes było o krok od katastrofy w ostatniej minucie doliczonego czasu gry. Gauthier Hein trafił do siatki, co wydawało się kończyć opór gości, jednak sędziowie dopatrzyli się minimalnego spalonego. Halilhodzic przyznał po meczu, że jego drużyna ledwo żyje, ale wciąż pozostaje w grze o ligowy byt. Szkoleniowiec wskazuje na ogromny problem wewnątrz szatni, gdzie zawodnicy niemal ze sobą nie rozmawiają, co przekłada się na fatalną postawę na boisku.
Trener podkreśla, że w zespole panuje ogromna słabość psychologiczna, którą zauważył natychmiast po przyjściu do klubu. Halilhodzic skupia się teraz na pracy nad komunikacją między graczami, aby zmusić ich do wzajemnej pomocy podczas meczów. Według niego bez poprawy mentalnej i większej aktywności piłkarzy w budowaniu relacji na murawie, przetrwanie w Ligue 1 będzie niezwykle trudne. Obecnie Nantes musi liczyć na każdy punkt, by uniknąć spadku do niższej klasy rozgrywkowej.
