Valentin Rongier nie gryzie się w język po letniej przeprowadzce do Stade Rennais. Doświadczony pomocnik uważa, że Olympique Marsylia potraktował go w sposób pozbawiony szacunku. Jak donosi serwis Le Carré, piłkarz ma ogromny żal o to, jak wyglądały jego ostatnie chwile w klubie z Prowansji.
Rongier spędził w Marsylii sześć lat, podczas których rozegrał 196 meczów, strzelił sześć goli i zanotował 11 asyst. Przez ten czas wychowanek Nantes stał się istotną postacią zespołu, a za kadencji Igora Tudora pełnił nawet funkcję kapitana. Zawodnik podkreśla, że zawsze dawał z siebie wszystko, reprezentował wartości klubu i brał na siebie odpowiedzialność przed mediami w trudnych momentach. Mimo to, jego zdaniem, pożegnanie z drużyną odbyło się w atmosferze ignorancji i nagłego odcięcia od życia klubu.
Kulisy odrzuconego kontraktu i ucieczka do Bretanii
Konflikt narastał w czerwcu, gdy 31-latkowi został tylko rok do końca umowy. Marsylia zaproponowała przedłużenie kontraktu, ale warunki finansowe i sportowe nie spodobały się zawodnikowi. Rongier odrzucił ofertę, co przyspieszyło jego transfer do Rennes, gdzie podpisał trzyletnią umowę. Piłkarz przyznaje, że z dnia na dzień przestał istnieć w przekazie medialnym klubu, co odebrał jako cios w plecy po latach lojalności. Gdyby taka sytuacja spotkała go pięć lat wcześniej, ból byłby znacznie większy.
Obecnie pomocnik odnalazł spokój w barwach Les Rouge et Noir. Od początku sezonu wystąpił w 29 meczach, za każdym razem wychodząc w podstawowym składzie. Rongier zaznacza, że dzięki rodzinie i doświadczeniu potrafi nabrać dystansu do wydarzeń z Marsylii. Skupia się na pracy w nowym otoczeniu, choć niesmak po sposobie, w jaki potraktowano go na Stade Vélodrome, pozostaje zauważalny. Jego historia pokazuje, jak szybko status kapitana może stracić na znaczeniu w obliczu negocjacji kontraktowych.
