Rafał Gikiewicz opowiedział o kulisach rozmów z Wisłą Kraków. Doświadczony bramkarz zdradził, że ostatecznie nie zdecydował się na negocjacje z "Białą Gwiazdą" z prostego powodu.
38-letni golkiper ma za sobą bogatą karierę. Występował między innymi w Bundeslidze i 2. Bundeslidze, broniąc barw Freiburga, Unionu Berlin oraz Augsburga. W Polsce reprezentował Jagiellonię Białystok, Śląsk Wrocław, a ostatnio Widzew Łódź i potem Zagłębie Lubin.
To właśnie przed podpisaniem kontraktu z Widzewem „Giki” miał mieć kontakt z Jarosławem Królewskim, właścicielem Wisły Kraków.
– Gdy rozwiązywałem kontrakt w Turcji, dałem słowo, że bez żadnych podpisanych dokumentów przyjeżdżam do Łodzi i negocjujemy kontrakt. Siedziałem przy stole i w tym samym momencie dzwoni do mnie prezes Wisły Kraków. Który po tym jest trochę obrażony na mnie, bo mówił: „Przyjdź do Wisły, zrobimy awans, to jest największy klub w Polsce” – opowiedział Gikiewicz.
Bramkarz podkreślił, że nie chciał łamać wcześniej złożonej deklaracji i dlatego ostatecznie nie doszło do jego rozmów kontraktowych z „Białą Gwiazdą”.
– Powiedziałem: „Pełna zgoda, ale dałem słowo Widzewowi”. Trzymałem się tego słowa. Powiedziałem, że jeżeli się nie dogadamy, to wsiądę w samochód i przyjadę do Wisły Kraków. Nawet nie rozmawiałem, czy dadzą mi więcej, czy mniej, bo dałem słowo, a to było dla mnie ważniejsze niż podpisana umowa. Czuję się z tym dobrze, bo tak mnie wychowali rodzice, że dane słowo jest ważniejsze niż pieniądze – dodał.
Ostatecznie Gikiewicz trafił do Widzewa Łódź, gdzie spędził dwa sezony. Końcówka jego pobytu nie należała jednak do udanych. Bramkarz został odsunięty od pierwszego zespołu, a jego relacje z klubem wyraźnie się pogorszyły. Obecnie golkiper pozostaje bez klubu, jednak nieraz już podkreślał, iż chciałby jeszcze pojawić się na boisku, chociażby w rozgrywkach pierwszoligowych.

