Pierre Gasly i zespół Alpine wykonali pierwszy, milowy krok w stronę odzyskania utraconego podium w Grand Prix Monako. FIA oficjalnie uznała wniosek stajni o ponowne rozpatrzenie sprawy dwóch kar za przekroczenie prędkości w alei serwisowej.
Francuski kierowca minął linię mety na trzecim miejscu, jednak sędziowie doliczyli mu łącznie dziesięć sekund kary, co zepchnęło go na siódmą lokatę. Zamiast Gasly'ego na legendarnym podium świętował Isack Hadjar z Red Bulla. Alpine od początku kwestionowało te decyzje, twierdząc, że system pomiarowy mógł zawieść. Zespół musiał przedstawić nowe, istotne dowody, aby sędziowie w ogóle zgodzili się otworzyć sprawę. Czwartek przyniósł przełom – wniosek uznano za dopuszczalny, co otwiera drogę do całkowitego anulowania kar.
Afera w alei serwisowej i walka o sprawiedliwość
Wątpliwości budzi fakt, że w Monako ukarano aż sześciu kierowców za to samo przewinienie, co wywołało falę spekulacji o awarii pętli pomiarowej. Niektórzy zawodnicy otrzymali mandaty mimo zachowania szczególnej ostrożności i jazdy wyraźnie poniżej limitu 60 km/h. Alpine jest zdeterminowane, by udowodnić, że ich kierowca nie złamał przepisów. Dla samego zawodnika sytuacja ma wymiar osobisty i niezwykle bolesny. Gasly nie gryzł się w język, opisując swoje odczucia po utracie trofeum w księstwie.
„To najtrudniejszy moment sportowy w mojej karierze” – przyznał Pierre Gasly po tym, jak odebrano mu miejsce w czołowej trójce. Teraz losy jego wyniku spoczywają w rękach sędziów, którzy przeanalizują dane telemetryczne i systemy GPS. Jeśli Alpine udowodni błąd aparatury pomiarowej, klasyfikacja wyścigu w Monako zostanie zmieniona, a Francuz odzyska należne mu punkty oraz prestiżowe trzecie miejsce. FIA musi teraz rozstrzygnąć, czy systemy techniczne na torze były w pełni sprawne.
