Początek sezonu 2026 okazał się wyjątkowo trudny dla ekipy Red Bulla. Choć nowa jednostka napędowa zaskoczyła rywali wysoką formą, podwozie pozostawia wiele do życzenia. Max Verstappen po testach poprawek na torze Suzuka przyznał wprost, że nie czuje różnicy w prowadzeniu auta. To wywołało lawinę pytań o korelację danych, z którą zespół zmaga się od dłuższego czasu.
Dyrektor techniczny Pierre Wache nie ukrywa, że głównym hamulcem jest przestarzała infrastruktura. Red Bull wciąż korzysta z najstarszego tunelu aerodynamicznego w Formule 1, zlokalizowanego w pobliżu Bedford. Christian Horner wielokrotnie nazywał ten obiekt reliktem zimnej wojny. Praca w 70-letniej placówce przypomina patrzenie na dwa różne zegarki, ponieważ dane z tunelu często rozmijają się z rzeczywistością na torze.
Nowa broń w Milton Keynes dopiero za rok
Ratunkiem ma być nowoczesny tunel aerodynamiczny budowany na terenie kampusu w Milton Keynes. Choć prace postępowały szybciej niż zakładano, Pierre Wache wyjaśnił, że narzędzie nie zostanie wykorzystane w tym roku. Zespół ma nadzieję na jego uruchomienie dopiero na początku przyszłego roku. Do tego czasu inżynierowie muszą maksymalizować potencjał obecnego sprzętu, co stawia ich w trudnej sytuacji na tle rywali takich jak McLaren czy Aston Martin.
Mimo technologicznych ograniczeń zespół przygotował plan poprawek na najbliższe miesiące. Po dużym pakiecie zmian w Miami, który obejmował nowe sekcje boczne i skrzydło typu Macarena, mniejszy krok zostanie wykonany podczas Grand Prix Kanady w Montrealu. Kluczowym celem na Grand Prix Austrii pozostaje natomiast ostateczne zejście do minimalnego limitu wagowego bolidu, co ma poprawić osiągi w europejskiej części sezonu.
