Real Madryt wyrasta na zespół, który musi postawić wszystko na jedną kartę w starciu z Bayernem Monachium. Alvaro Arbeloa przyznaje wprost, że nie bierze pod uwagę innego scenariusza niż zwycięstwo w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Jak donoszą media, jego przyszłość na ławce trenerskiej Królewskich może zależeć właśnie od wyniku tej rywalizacji.
Sytuacja w LaLiga stała się dla Realu Madryt niezwykle trudna po ostatniej przegranej z RCD Mallorca. Drużyna traci już siedem punktów do Barcelony, a do końca sezonu zostało tylko osiem kolejek. W tej rzeczywistości Liga Mistrzów wydaje się łatwiejszą drogą do trofeum. Arbeloa ucina jednak spekulacje o swoim zwolnieniu i twierdzi, że skupia się wyłącznie na przygotowaniu zespołu do walki na boisku. Podkreśla, że w takim klubie jak Real porażki nie są tolerowane, co potęguje ból w szatni po ostatnich niepowodzeniach.
Ryzykowna gra o półfinał i plaga zawieszeń
Szkoleniowiec musi radzić sobie bez kontuzjowanych Thibaut Courtois, Ferlanda Mendy'ego oraz Daniego Ceballosa. Prawdziwym problemem jest jednak zagrożenie zawieszeniami w rewanżu. Aż siedmiu zawodników, w tym Kylian Mbappe, Jude Bellingham i Vinicius Junior, ma na koncie żółte kartki. Arbeloa nie zamierza jednak nakazywać im ostrożności. Uważa, że to mecz o wszystko, a piłkarze muszą poświęcić się dla dobra drużyny, nawet jeśli oznacza to absencję w Monachium. Trener odrzuca też łatki taktyka czy motywatora, twierdząc, że jego jedyną obsesją jest wydobycie z graczy tego, co najlepsze.
