Wojna na szczycie Formuły 1 nabiera tempa, a sprawa podium Pierre'a Gasly'ego w Monako trafiła właśnie do Międzynarodowego Sądu Odwoławczego FIA. McLaren oraz Red Bull oficjalnie złożyły apelacje, nie zgadzając się na bezprecedensowe cofnięcie kar dla kierowcy Alpine.
Sytuacja jest wyjątkowa, ponieważ sędziowie uznali błąd w pomiarze prędkości w alei serwisowej, co pozwoliło Gasly'emu odzyskać stracone miejsce w czołówce. Decyzja ta wywołała jednak lawinę protestów, bo inni kierowcy zdążyli już odbyć swoje kary w trakcie wyścigu. McLaren wprost punktuje brak konsekwencji federacji, podkreślając, że takie działanie uderza w uczciwość sportową i podważa zaufanie do przepisów. Zespół z Woking zaznacza, że ich ruch nie jest wymierzony w konkretnego rywala, ale w sposób zarządzania regulaminem.
Chaos w klasyfikacji i groźby Mercedesa
„W naszej ocenie późniejsze usunięcie kar stwarza sytuację, w której niektórzy zawodnicy są poszkodowani przez to, że działali zgodnie z przepisami i decyzjami sędziów” – czytamy w oficjalnym oświadczeniu McLarena. Zespół dodaje również: „Taki wynik niesie ryzyko stworzenia nierówności sportowej i podważenia wiarygodności w spójne stosowanie przepisów sportowych FIA”. To mocne uderzenie w struktury rządzące światem wyścigów, które rzadko spotykają się z tak otwartą krytyką ze strony czołowych stajni.
Do buntu dołączył Red Bull, który stracił podium Isacka Hadjara na rzecz Gasly'ego, oraz Mercedes. Toto Wolff potwierdził, że jego ekipa złożyła wniosek o prawo do rewizji, czekając obecnie na odpowiedź federacji. Nawet kierowcy nie kryją zdziwienia obrotem spraw. Oscar Piastri przyznał, że nie mógł uwierzyć własnym oczom, widząc przywrócenie wyników Francuza. Cały padok czeka teraz na werdykt sądu, który może wywrócić oficjalną klasyfikację Grand Prix Monako do góry nogami.
