William Saliba wyrasta na jedną z najważniejszych postaci reprezentacji Francji przed meczem z Senegalem w East Rutherford. Choć dziś 25-letni obrońca świętuje mistrzostwo Premier League z Arsenalem, jego początki w Londynie przypominały prawdziwy koszmar. Jak donosi L’Equipe, piłkarz musiał zmierzyć się z tragedią rodzinną i sportowym upokorzeniem, które niemal zakończyło jego karierę na najwyższym poziomie.
W wieku 19 lat Saliba stracił matkę, z którą był niezwykle zżyty. Tragedia zbiegła się w czasie z transferem do Anglii, gdzie zawodnik trafił bez odpowiedniego przygotowania fizycznego przez przerwanie rozgrywek Ligue 1. Nadwaga i brak intensywności sprawiły, że Mikel Arteta szybko skreślił go ze swoich planów. „Z powodu straty matki nic nie szło dobrze, wszystko było trudne. To był najgorszy rok w moim życiu” – przyznaje otwarcie Saliba, wspominając bolesne zderzenie z nową rzeczywistością.
Upokorzenie w Londynie i milczenie przed trenerem
Sytuacja sportowa była dla młodego defensora druzgocąca. Mimo ogromnej kwoty odstępnego, został zesłany do drużyny młodzieżowej i nie zgłoszono go do rozgrywek Ligi Europy. „Z całym szacunkiem dla wszystkich, to nie był dzisiejszy Arsenal. Kosztowałem 30 mln euro i wylądowałem w zespole U23. To było trudne, mój nastrój był fatalny, bo wiedziałem, że nawet jeśli będę dobrze trenował, to i tak nie zagram” – wspomina zawodnik, który w tamtym czasie zmagał się także z barierą językową.
Co szokujące, Saliba nigdy nie wyjawił Artecie, że przechodzi żałobę. Nie chciał, aby ktokolwiek dawał mu szansę na boisku z litości. Według Fabio Frasconiego, jego trenera z czasów gry w Bondy, aż 95 procent piłkarzy poddałoby się w takiej sytuacji. Dopiero wypożyczenia do Nicei oraz Marsylii pozwoliły mu odzyskać pewność siebie i zbudować dojrzałość, która zaprowadziła go do miejsca, w którym jest dzisiaj jako kluczowy element defensywy Kanonierów.
