Marek Papszun jest dziś skupiony na pracy w Legii Warszawa, ale w jednym z ostatnich wywiadów wrócił również do swojej przeszłości. Szkoleniowiec został zapytany o scenariusz, który dla części kibiców może brzmieć bardzo znajomo. Jego odpowiedź pozostawiła wyraźnie otwartą furtkę.
Papszun przez lata był jedną z najważniejszych postaci w historii Rakowa Częstochowa. To właśnie pod jego wodzą klub osiągał największe sukcesy, a sam trener wielokrotnie podkreślał, jak ważne miejsce zajmuje Raków w jego życiu.
W rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet” do tego wątku wrócił Rafał Niewmierzycki, prokurent Rakowa, który zapytał wprost, czy po zakończeniu pracy w Legii Papszun jeszcze kiedyś wróci do Częstochowy.
Odpowiedź szkoleniowca była wymowna.
W Rakowie przeżyłem piękną historię. To rzeczywiście mój drugi dom i tak pozostanie na zawsze. A czy wrócę? Wszystko jest możliwe. Czuję sentyment do tego miejsca i mam wiele pięknych wspomnień. Nigdy nie mów nigdy
Trener jasno daje jednak do zrozumienia, że nie zamyka przed sobą takiego scenariusza, chociaż na razie jego priorytety są zupełnie inne.
Papszun podkreślił, że wciąż ma dużo energii do pracy trenerskiej i nie myśli jeszcze o przejściu na stanowisko dyrektora czy prezesa. Szczególnie mocno akcentował swoje ambicje związane z Legią Warszawa.
Nie jest tajemnicą, że chciałbym odnieść sukces w Legii i sprawić, żeby mistrzowska korona wróciła do Warszawy. W tej chwili to jest cel numer jeden
Jednocześnie szkoleniowiec stołecznego klubu nie ukrywa, że okres spędzony w Częstochowie pozostaje dla niego wyjątkowy. Wspominając Raków, wrócił m.in. do zdobytego mistrzostwa Polski, atmosfery w zespole oraz relacji z zawodnikami i członkami sztabu. Podkreślił przy tym też, że odejścia po mistrzowskim sezonie nie żałuje, ponieważ potrzebował wówczas odpoczynku i czasu dla rodziny.
Dziś jego zawodowa rzeczywistość jest związana z Warszawą. Jednego jednak nie zrobił – nie zamknął definitywnie drzwi do Częstochowy.
