Legia Warszawa wróciła z Zabrza z jednym punktem, choć przez ponad 100 minut nie oddała ani jednego celnego strzału. Marek Papszun nie ukrywał, że jego zespół przyjechał po zwycięstwo, ale po bezbramkowym remisie z Górnikiem nie zamierzał dramatyzować.
Spotkanie zapowiadane jako jeden z hitów kolejki okazało się wyjątkowo zamknięte. Obie drużyny miały problemy z tworzeniem klarownych sytuacji, a statystyka celnych strzałów mówiła wszystko – ani Górnik, ani Legia nie zmusili bramkarza rywali do skutecznej interwencji po uderzeniu w światło bramki.
Najbliżej gola byli gospodarze. W drugiej połowie Ondrej Zmrzly uderzył w poprzeczkę.
Papszun po meczu przyznał, że liczył na więcej, ale jednocześnie podkreślił klasę przeciwnika i trudne warunki, w jakich przyszło Legii walczyć o punkty.
Przyjechaliśmy po zwycięstwo, ale szanujemy ten punkt. Górnik jest w dobrej formie, grał u siebie, a my nadal mamy swoje problemy kadrowe
Trener Legii zwrócił też uwagę, że przebieg meczu był w dużej mierze efektem dobrej organizacji obu zespołów.
To było nietypowe spotkanie, bo praktycznie nie było większych sytuacji. Obie drużyny bardzo dobrze zamykały przestrzenie i nie pozwalały rywalowi na stworzenie czegoś konkretnego
Legia próbowała ożywić grę po przerwie. Na boisku pojawił się Bohdan Wjunnyk i właśnie jego wejście Papszun ocenił pozytywnie.
Dał nam sporo dynamiki. Kilka razy potrafił stworzyć przewagę, wejść wyżej i szukać dośrodkowania. Tego od niego oczekiwaliśmy
Warszawianie nie zdołali jednak przełożyć większej aktywności na sytuacje bramkowe. Wjunnyk miał jedną z lepszych akcji Legii, gdy wdarł się w pole karne, ale uderzył w boczną siatkę.
Papszun po meczu patrzył jednak szerzej niż tylko na sam wynik w Zabrzu. Szkoleniowiec liczy, że wraz z kolejnymi tygodniami jego możliwości personalne będą rosły.
Czas powinien działać na naszą korzyść. Stopniowo odzyskujemy zawodników i dzięki temu będziemy mieli większą rywalizację oraz więcej opcji przy wyborze składu
Teraz Legia zagra mecz ligowy u siebie. Rywalem będzie dawny klub Papszuna – Raków Częstochowa. Co więcej, szkoleniowiec stołecznego klubu zmierzy się również ze swoim dawnym asystentem, który obecnie jest pierwszym trenerem „Medalików” – Dawidem Szwargą.
