Novak Djoković pożegnał się z marzeniami o kolejnym tytule na trawiastych kortach Wimbledonu po bolesnej porażce z Jannikiem Sinnerem. Włoch zdominował spotkanie, wygrywając 6:4, 6:4, 6:4, co sam Serb określił mianem „starego, dobrego lania”. Prawdziwe iskry zaczęły jednak lecieć dopiero w sali konferencyjnej, gdzie utytułowany zawodnik nie zamierzał gryźć się w język.
Atmosfera zgęstniała, gdy jeden z reporterów zasugerował, że w poprzednim roku Djoković prezentował się na korcie z większą determinacją niż obecnie. Reakcja tenisisty była natychmiastowa i niezwykle chłodna. „Mylisz się. Po prostu mówię, że nie masz racji. Nie zgadzam się z twoją opinią. Zawsze walczę i daję z siebie wszystko” – uciął krótko Djoković, wyraźnie poirytowany próbą podważenia jego zaangażowania w tegorocznym turnieju.
Bezradność wobec formy obrońcy tytułu
Mimo nerwowej wymiany zdań z mediami, Djoković potrafił trzeźwo ocenić wydarzenia na korcie centralnym. Przyznał, że Jannik Sinner był tego dnia poza jego zasięgiem, prezentując poziom nieosiągalny dla siedmiokrotnego mistrza. Serb podkreślił, że czuł się dobrze fizycznie, jednak brakowało mu szybkości reakcji i odpowiedniego balansu, by przeciwstawić się tak dysponowanemu rywalowi, który od pierwszej do ostatniej piłki narzucił mordercze tempo.
„Byłem o pół kroku spóźniony przy każdym uderzeniu. To bardzo proste. On był o poziom lub dwa lepszy ode mnie” – ocenił Djoković. Tenisista zwrócił szczególną uwagę na serwis Włocha, który stał się bronią niemal niemożliwą do odczytania. Mimo dotkliwej porażki w półfinale, Serb stara się szukać pozytywów, przypominając o swoim wcześniejszym zwycięstwie nad Felixem Auger-Aliassime, co utwierdziło go w przekonaniu, że wciąż może rywalizować z czołówką.
