Lando Norris nie pozostawił złudzeń po swoim triumfie w Zandvoort. Choć kierowca McLarena wygrał dwa ostatnie wyścigi i seryjnie zdobywa pole position, jego diagnoza dotycząca walki o mistrzostwo świata jest wyjątkowo chłodna.
Brytyjczyk traci obecnie 83 punkty do lidera klasyfikacji, Kimiego Antonelliego z Mercedesa. Mimo świetnej passy, Norris otwarcie przyznaje, że konstrukcja MCL40 nie pozwala mu na realne myślenie o dogonieniu rywala w końcowej fazie sezonu 2026. Problemem okazuje się brak wszechstronności bolidu, który choć dominuje w szybkich łukach, drastycznie traci tempo w innych sekcjach toru.
Szczere wyznanie po zwycięstwie w Holandii
„Nie mam bolidu, którego potrzebuję do walki o mistrzostwo” – wypalił Norris tuż po wygranej w Grand Prix Holandii. Kierowca podkreślił, że w przeciwieństwie do ubiegłego roku, obecna maszyna nie jest konkurencyjna na każdym obiekcie. McLaren postawił na ekstremalną wydajność w szybkich zakrętach, co w Zandvoort dało mu ogromną przewagę nad Mercedesem w siódmym i ósmym zakręcie, ale jednocześnie obnażyło braki w wolnych fragmentach trasy.
Analiza techniczna wskazuje, że McLaren zdecydował się na krótki rozstaw osi, aby zaoszczędzić na wadze na początku sezonu. Ta decyzja projektowa ograniczyła jednak możliwości generowania docisku aerodynamicznego przez podłogę. Norris zauważył, że jego tempo zależy od tego, czy bolid daje mu odpowiednie czucie przedniej osi i przewidywalność tyłu przy wejściach w zakręty. Bez tych elementów, jak sam twierdzi, walka o tytuł pozostaje poza zasięgiem.
Wcześniej, podczas sobotniego sprintu w Zandvoort, Norris zajął trzecie miejsce, narzekając na degradację tylnych opon, co pozwoliło Charlesowi Leclercowi na wyprzedzenie go w końcówce. Niedzielny wyścig pokazał jednak, że po zmianie ogumienia na twardą mieszankę, odzyskał pewność siebie i zdołał wywrzeć presję na Antonellim. Mimo to, Norris przewiduje, że na nadchodzących torach McLaren będzie musiał zmierzyć się z poważnymi trudnościami.
