Niedzielne popołudnie na torze Zandvoort zamieniło się w koszmar dla tysięcy holenderskich kibiców. Max Verstappen, jadący przed własną publicznością, uległ potężnemu wypadkowi już na pierwszym okrążeniu wyścigu o Grand Prix Holandii. Sędziowie natychmiast podjęli decyzję o wywieszeniu czerwonej flagi, wstrzymując rywalizację po dramatycznych scenach w ostatnim zakręcie obiektu.
Do zdarzenia doszło na wilgotnej nawierzchni, gdy Verstappen stracił panowanie nad swoim Red Bullem po niefortunnym najechaniu na wewnętrzną białą linię w zakręcie Luyendyk. To niezwykle szybka, nachylona sekcja prowadząca na prostą startową, gdzie błąd przy pełnej prędkości kończy się tragicznie dla sprzętu. Bolid Holendra uderzył czołowo w zewnętrzną barierę, a następnie bezwładnie przeciął tor i zatrzymał się po wewnętrznej stronie. Szczęśliwie Pierre Gasly zdołał uniknąć zderzenia z rozbitym autem, a chwilę później Gabriel Bortoleto z Audi również cudem uniknął kolizji po własnym obrocie przed Nico Hulkenbergiem. „Wszystko ze mną w porządku” — przekazał krótko Verstappen przez radio, przepraszając jednocześnie swój zespół za tak szybkie zakończenie udziału w domowej rundzie.
Wypadek ten jest kulminacją fatalnego weekendu dla Holendra, który do wyścigu ruszał dopiero z siódmej pozycji po rozczarowujących kwalifikacjach. Przed incydentem na czele stawki utrzymał się startujący z pole position Lando Norris, jednak za jego plecami doszło do przetasowań. Lider klasyfikacji generalnej mistrzostw, Kimi Antonelli, popisał się świetnym startem i zdołał wyprzedzić George’a Russella, awansując na drugą lokatę tuż przed przerwaniem rywalizacji.
Wszystkie bolidy zjechały do alei serwisowej, gdzie kierowcy oczekują na wznowienie zmagań, podczas gdy służby porządkowe usuwają wrak Red Bulla z toru.
