Tochukwu Nnadi podjął zaskakującą i niezwykle ryzykowną decyzję po odniesieniu poważnej kontuzji kolana w starciu z AS Monaco. Pomocnik Olympique Marsylia, mimo podejrzeń zerwania więzadeł krzyżowych (ACL), zdecydował się zrezygnować z natychmiastowej operacji. Piłkarz chce za wszelką cenę wrócić do gry szybciej, by pomóc drużynie znajdującej się w trudnej sytuacji kadrowej.
Agent zawodnika w rozmowie z „La Provence” przyznał, że wielu konsultantów medycznych doradzało poddanie się zabiegowi, jednak Nnadi postawił na swoim. „Jesteśmy świadomi ryzyka. Wiemy, że może odczuwać ból i że nie będzie to łatwe, ale to decyzja Nnadiego” – wyjaśnił przedstawiciel piłkarza. Dodał również, że pomocnik czuje się odpowiedzialny za zespół i „nie mógł opuścić OM w takim momencie”, zwłaszcza że trener Bruno Genesio zmaga się z ogromnym deficytem w środku pola. Sytuacja jest na tyle poważna, że szkoleniowiec podczas piątkowych zajęć testował na pozycji pomocnika bocznego obrońcę, Ulissesa Garcię.
Problemy Marsylii pogłębiły się po ostatniej niedzieli, gdy oprócz Nnadiego z gry wypadł także Geoffrey Kondogbia. Doświadczony zawodnik doznał urazu mięśniowego i, jak potwierdził Bruno Genesio, na pewno nie wystąpi w nadchodzącym spotkaniu przeciwko Paris FC. Nnadi, który w meczu z Monaco pojawił się na boisku dopiero po przerwie, zdołał rozegrać zaledwie 28 minut, zanim ból kolana zmusił go do opuszczenia murawy. Teraz Nigeryjczyk staje przed niepewną przyszłością, próbując uniknąć długiej rehabilitacji pooperacyjnej kosztem własnego zdrowia.
Według zagranicznych doniesień z 4 września 2026 roku, wybór Nnadiego jest uznawany za jeden z najbardziej ryzykownych w lidze francuskiej w ostatnich latach. Brak operacji przy tak poważnym urazie kolana wiąże się z dużą niepewnością co do trwałości powrotu na boisko i ryzykiem odnowienia kontuzji w dowolnym momencie. Sztab medyczny Olympique Marsylia będzie musiał teraz opracować alternatywny plan leczenia zachowawczego, który pozwoli zawodnikowi na rywalizację w Ligue 1 bez interwencji chirurgicznej. Kibice z niepokojem czekają na efekty tej decyzji, licząc na to, że pomocnik faktycznie zdoła wesprzeć zdziesiątkowaną drugą linię zespołu.
