Barcelona wyznaczyła ostateczny termin na sfinalizowanie transferu Juliana Alvareza. Joan Laporta ogłosił, że klub nie zamierza czekać w nieskończoność na decyzję Atletico Madryt. Jeśli porozumienie nie zapadnie do 19 lipca, czyli dnia finału Mistrzostw Świata 2026, kataloński klub definitywnie zrezygnuje z Argentyńczyka i skupi się na poszukiwaniu innego następcy dla Roberta Lewandowskiego.
Prezes Barcelony publicznie potwierdził istnienie formalnej oferty, ale jednocześnie wysłał jasny sygnał ostrzegawczy w stronę Madrytu. „Oferta jest na stole i porozumienie mogłoby zostać domknięte, ale propozycja nie jest bezterminowa” – przyznał Laporta. To sformułowanie ma wywrzeć presję na władzach Atletico, które do tej pory odrzucały próby negocjacji, licząc na zatrzymanie napastnika związanego kontraktem aż do 2030 roku.
Finansowa wojna nerwów i twarde warunki Atletico
Główną przeszkodą w transakcji są ogromne rozbieżności finansowe. Atletico Madryt oczekuje za swojego gracza około 150 milionów euro, podczas gdy Barcelona jest w stanie zaoferować maksymalnie 120-135 milionów euro. Co więcej, klub ze stolicy Hiszpanii domaga się całej kwoty w gotówce. Wyklucza to jakiekolwiek raty czy włączanie innych zawodników w wymianę, co przy restrykcjach finansowych Barcelony stanowi potężne wyzwanie dla dyrekcji sportowej.
Relacje między klubami są wyjątkowo napięte, a w tle pojawiały się nawet doniesienia o możliwej skardze do FIFA. Barcelona potrzebuje nowego napastnika, który przejdzie z zespołem okres przygotowawczy do sezonu 2026/27. Jeśli do 19 lipca Atletico nie znajdzie następcy dla Alvareza lub sam piłkarz nie wymusi transferu, Laporta zamierza natychmiast uruchomić plan awaryjny i zainwestować środki w inny cel transferowy.
