Boston Celtics wywołali potężne wstrząsy w całej lidze NBA, decydując się na transfer Jaylena Browna do Philadelphia 76ers. Jak donoszą amerykańskie media, transakcja wzbudziła ogromne kontrowersje nie tylko ze względu na odejście lidera, ale przede wszystkim przez cenę, jaką zapłacili rywale.
Kibice w Bostonie są wściekli, ponieważ Brown był twarzą organizacji i zawodnikiem, który w minionym sezonie pod nieobecność Jaysona Tatuma notował średnio 28,4 punktu, 6,8 zbiórki oraz 5 asyst na mecz. To on niemal w pojedynkę wprowadził zespół do fazy play-off, prezentując formę godną supergwiazdy. W zamian za swojego lidera Celtics pozyskali Paula George’a, dwa wybory w pierwszej rundzie draftu oraz dwie zamiany miejsc w drafcie, co przez wielu obserwatorów jest uznawane za ruch niezrozumiały.
Brad Stevens przerywa milczenie po bolesnym rozstaniu
Władze klubu z Bostonu oficjalnie zaplanowały specjalną konferencję prasową na poniedziałek, podczas której zamierzają wytłumaczyć się z podjętych decyzji. Opóźnienie w komunikacji wynika z ligowego moratorium, które uniemożliwia sfinalizowanie transakcji przed początkiem tygodnia. Przed dziennikarzami i fanami staną prezydent do spraw operacji koszykarskich Brad Stevens oraz nowy większościowy właściciel Bill Chisholm, dla którego jest to pierwszy tak poważny kryzys wizerunkowy od momentu przejęcia sterów w utytułowanej organizacji.
Sam Jaylen Brown nie kryje rozczarowania sposobem, w jaki został potraktowany przez zarząd. Były MVP finałów otwarcie skrytykował brak komunikacji ze strony władz Celtics przed ogłoszeniem sensacyjnej wymiany. Po spędzeniu całej dotychczasowej kariery w Bostonie, zawodnik musi teraz odnaleźć się w nowej rzeczywistości w Filadelfii. Brown w emocjonalnym pożegnaniu podziękował fanom, ale jednocześnie wypunktował brak szacunku, jaki odczuł ze strony biura klubu, co tylko podsyca napiętą atmosferę przed poniedziałkowym spotkaniem z mediami.
