Kanada napisała historię na BC Place w Vancouver, demolując Katar 6:0 w meczu grupy B. Zespół prowadzony przez Jessego Marscha nie dał szans rywalom, którzy kończyli spotkanie w dziewiątkę. To pierwszy triumf tej reprezentacji w dziejach męskich mundiali, odniesiony przed własną publicznością liczącą ponad 52 tysiące widzów.
Absolutnym bohaterem wieczoru został Jonathan David, który skompletował hat-tricka. Napastnik Juventusu, który wcześniej seryjnie strzelał gole dla Lille i Gent, potwierdził swoją klasę na największej scenie. Do siatki trafiali także Cyle Larin oraz Nathan Saliba, a listę strzelców uzupełnił samobójczy gol Mohameda Manaia. Co ciekawe, niemal wszyscy zdobywcy bramek dla Kanady mają w swoim życiorysie występy w lidze belgijskiej, co stało się fundamentem ich sukcesu w Europie.
Dramat w cieniu wielkiego triumfu
Mimo rekordowego wyniku, nastroje w ekipie gospodarzy są dalekie od ideału przez koszmarną kontuzję Ismaela Kone. Uraz pomocnika wyglądał na tyle poważnie, że Nathan Saliba po zdobyciu czwartej bramki celebrował trafienie, pokazując koszulkę swojego pechowego kolegi. Ten gest solidarności stał się symbolem meczu, w którym sportowa dominacja Kanady została zderzona z brutalną rzeczywistością turniejowych urazów. Wśród wyróżniających się postaci był także Tajon Buchanan z Villarrealu, który swoimi rajdami kompletnie rozbił defensywę Kataru.
Zwycięstwo to niemal gwarantuje Kanadzie historyczny awans do fazy pucharowej mistrzostw świata. Drużyna Marscha pokazała niesamowitą skuteczność, wykorzystując fakt, że rywale nie potrafili utrzymać nerwów na wodzy. Nathan Saliba, jedyny z autorów bramek grający obecnie w Belgii dla Anderlechtu, popisał się cudownym uderzeniem z rzutu wolnego. Był to pierwszy taki gol w całym turnieju, który przypieczętował upokorzenie gospodarzy poprzedniego mundialu.
